poniedziałek, 17 czerwca 2013

Rozdział VII: Poczekalnia

Po długiej podróży autem, w końcu dojechaliśmy do szpitala w którym leżał mój ojciec. W czasie jazdy skontaktowałam się z lekarzem ojca, i obiecał że w razie jakichś komplikacji będzie do mnie dzwonił, było to kilka godzin temu, i na razie jeszcze nie dzwonił, co znaczy że chyba z nim wszystko w porządku. Wysiadłam z samochodu i wraz z chłopakami poszłam do drzwi szpitala, otwierając je pomyślałam o Jas. Ona też się martwiła o mojego tatę, ale nie rozumiała mojego położenia, bo nigdy nie znajdowała się w takiej sytuacji. Ona miała oboje rodziców, a ja już straciłam matkę, której nawet nie pamiętam. Znam ją tylko ze zdjęć. A tata, zawsze był przy mnie, nieważne czy przewróciłam się na rowerze w wieku 4 lat i zdrapałam sobie kolano czy kiedy rzucił mnie pierwszy chłopak. On zastępował mi oboje rodziców, i choć nie umiał może pleść warkoczy, to dał mi bardzo wiele miłości i nauczył jak obdarzać nią innych, na których nam zależy. Wychował mnie trochę jak chłopca, ponieważ miał warsztat samochodowy, wiem jak naprawić samochód, i na pewno poradziłabym sobie z uszkodzonym zębnikiem ze sprzęgłem jednokierunkowym w rozruszniku czy z wewnętrznym zwarciu w akumulatorze. Tata pokazał mi jak poradzić sobie z różnymi sytuacjami w życiu, a teraz chcę mu pokazać że zawsze będę przy nim i nie dam mu odejść. Właśnie dojeżdżaliśmy na piętro OIOMU, gdzie leżał tata. Wyszliśmy z windy i ruszyłam biegiem do sali nr 116. Drzwi były zamknięte spojrzałam przez szybę, przez którą było widać wnętrze białego, czystego pokoju, z łóżkiem po środku, na którym leżał mężczyzna, był wszędzie obwiązany bandażami, nadgarstek i nogę miał w gipsie, a na szyi usztywnienie, podłączonych było do niego bardzo dużo rurek, a aparatura pikała wolno. Zatrzymałam się, i nie mogłam uwierzyć  własnym oczom. To był mój tata, który zawsze twardy, nie dawał się tak łatwo ani nie poddawał, leżał teraz na tym łóżku jak szmaciana lalka, porzucona gdzieś w kącie. Mimo woli zaczęły mi lecieć z oczu łzy, piekły mnie w policzki niczym rozżarzony węgiel w stopy, gdy kiedyś na ognisku próbowałam po nim chodzić. Płacz uwiązł mi w gardle, więc zaczęłam się krztusić. Poczułam jak obejmują mnie czyjeś ciepłe ręce. Podniosłam głowę i ujrzałam Zayna, miał zamknięte oczy i głaskał mnie po włosach. Jego oddech mnie uspokoił, zaczęłam powoli oddychać wytarłam łzy i poszłam do lekarza który właśnie rozmawiał z Tommym. Miał smutną, zmęczoną twarz. Spojrzał na mnie i powiedział z wahaniem:
- Pani jest córką pana Johnatana Coulahana?
- Tak, to ja. Co z nim? Co z moim tatą?
- Niestety nie najlepiej, wątpimy czy przeżyje najbliższe kilka godzin, więc chcielibyśmy zapytać o możliwość transplantacji, ponieważ jego organy nie zostały uszkodzony, a także ma uniwersalną grupę krwi, więc moglibyśmy pomóc innym ludziom w razie śmierci pani ojca.
- Ok, ale chcę z nim zostać tak długo jak to będzie możliwe.
- Oczywiście, czy mają państwo jakąś rodzinę? Żeby ich poinformować o stanie zdrowia?
- Tata mówil żeby kiedyś zadzwonić do jakiejś kobiety gdyby on... Miał jej numer telefonu w komórce, ma na imię Chandni.
- Dobrze, poinformujemy ją. Może pani pójść do taty, pielęgniarka przyniesie pani dokumenty do podpisania.
Odwróciłam się i spojrzałam, na chłopaków. 
Jak chcecie to możecie wracać, ja chcę z nim zostać, muszę.
- Nie ja zostaję, zapomniałaś jesteśmy przyjaciółmi, przyjaciele nigdy siebie nie zostawiają w takich sytuacjach. - powiedział Tommy, i podszedł aby mnie przytulić.
- Ja też zostanę. - Odparł Zayn, poczym wziął mnie za rękę.
- Dziękuję wam,- wyszłam z uścisku Tommy'ego - za to że mogę na was liczyć. 
To powiedziawszy poszłam na sale na której leżał mój tata. Mimo iż wiedziałam że prawdopodobnie mnie nie słyszy, chciałam mu to wszystko powiedzieć. Zaczęłam opowiadać mu o całym pobycie w Nowym Yorku. O koncercie, spacerze, O sprawie z Jas i Harry, o Tommym i Jay'u, o zakładzie i wreszcie o Zaynie. W ciągu mojego monologu przyszła pielęgniarka i przyniosła dokumenty do podpisania. Przeczytałam je pokrótce i podpisałam je, wiedząc że być może uratuje to więcej niż jedno życie.Trzymałam tatę za dłoń przez cały czas, do samego końca. Niemal widziałam jak ulatuje z niego życie. Kiedyś podpisał papiery że w razie takiej sytuacji ni chce żeby go ratowano, więc mogłam tylko patrzeć jak powoli odchodzi. Kończyłam swą konwersację bez odpowiedzi i zbliżał się świt. Przez okno przebiły się pierwsze promienie słońca gdy nagle, ciało taty pochłonęły drgawki a aparatura pikała coraz szybciej, zawołałam lekarzy i wszyscy patrzyliśmy jak powoli odchodzi. Było po wszystkim, teraz mogłam odejść, lekarze zaczęli przewozić tatę na blog operacyjny, aby uratować narządy i przygotować do transplantacji. Wyszłam z sali, i nie pamiętam co było dalej, aż do chwili pogrzebu. Wtedy już nie płakałam, wylałam wszystko z siebie wcześniej. Zobaczywszy tych wszystkich ludzi, dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego jak wszyscy lubili mojego tatę i jak wielu go znało. Wszystko działo się tak szybko że nie zauważyłam, nawet jak ludzie zaczęli odchodzić z cmentarza i w końcu przy grobie zostałam tylko ja i Jasmine. Machnęłam na nią ręką aby zaczekała w samochodzie. Chciałam jeszcze chwilę zostać sama.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz