piątek, 19 lipca 2013

Rozdział IX: Przechlapane

W domu mojego taty, a teraz już moim chodź nie długo bo postanowiłam go sprzedać i kupić mieszkanie w Nowym Jorku. Zadzwoniłam do gościa od nie ruchomości i miał nie długo przyjechać w związku z tym przez ostatnie kilka dni ogarniałam dom, sprzątając, pakując i wyrzucając najróżniejsze rzeczy, nie robiłam tego sama pomagali w tym Jas, Jay i Tommy. Muszę przyznać że są to najwspanialsi przyjaciele jakich można mieć, zostali ze mną i pomogli mi kiedy sama nie dałabym sobie rady. Czekałam sama w domu, ubrana w to. Radio cicho grało w kuchni "Who says?" Seleny Gomez. Zaczęłam krzątać się po domu zamiatając podłogę.
Zaczęłam podśpiewywać piosenkę z radia, doskonale pamiętając słowa. Miotła w moich rękach zamieniła się w mikrofon. Tańczyłam po całym salonie który teraz był pusty po wielkim sprzątaniu, głośno śpiewając i czując się świetnie z tym co robiłam. Kochałam śpiewać i tańczyć, nie mogłabym z tego zrezygnować choćby nie wiadomo co się stało. Tata zawsze mnie w tym wspierał i mówił że taki talent trzeba wykorzystać. Śpiewając nawet nie zauważyłam jak wszedł młody chłopak o jasnych włosach z okularami na nosie lekko obsuniętymi w dół. Ubrany był w jasny garnitur a w jednej ręce trzymał telefon komórkowy a w drugiej teczkę na dokumenty. Obróciłam się z miotłą śpiewając ostatnią powtórkę refrenu. Stanęłam jak w ryta patrząc na niego z otwartymi ze zmieszania ustami.
- Świetnie śpiewasz, powinna pani robić to zawodowo - powiedział, a ja lekko się zarumieniłam. - Przepraszam jeśli Cię przestraszyłem, jestem agentem od spraw nieruchomości.
- A tak, no jasne, jestem India Coulahan.
- Wiem, dzwoniła pani, chce pani sprzedać dom?
- Tak, to ten dom. I niech mi pan mówi India. Tak będzie lepiej.
- No tak, jestem James, James Knockville. Rozejrzałem się na zewnątrz, jest w dobrym stanie, co prawda trochę to wszystko potrwa, ale tak piękny dom na pewno szybko sprzedamy.
- Zaproponowałabym ci żebyś usiadł, ale nie ma gdzie już wszystko posprzątałam.
- Nie musiałaś się z tym spieszyć.
- Musiałam, wyjeżdżam do Nowego Yorku, dlatego sprzedaję ten dom, jest dla mnie samej za duży a tam są moi przyjaciele.
- Więc będziemy się jakoś komunikować, pokarz mi wnętrze a potem podpiszesz papiery jeśli jesteś zdecydowana, oczywiście - powiedział a ja oprowadziłam go po domu pokazując mu wszystkie pomieszczenia. Następnie zeszliśmy na dół do kuchni, gdzie nadal stały blaty na których Jem rozłożył papiery dotyczące sprzedaży domu, przejrzałam je wszystkie dokładnie i wzięłam długopis z torebki, po czym podpisałam potrzebne dokumenty.
- No to tyle na dzisiaj, oto moja wizytówka, będę dzwonił na ten numer który zostawiłaś wcześniej w razie jakichś informacji.
- Dziękuję za wszystko, będę w Nowym Yorku więc będę musiała tu przyjechać.
- A o to się nie martw, to ja przyjadę, w końcu klient nasz pan. Tak więc do widzenia i miłej podróży.
- No tak, i dziękuję, Do widzenia.- Powiedziałam i pożegnałam się z Jamesem, zamykając za nim drzwi. Moi znajomi pojechali odwiedzić rodziców Jes. Czekałam więc na nic na werandzie. Przyjechali i ruszyliśmy w drogę do Nowego Yorku. Do nowego domu.

Tydzień później:

Odkąd wróciłam do Nowego Yorku, nie rozmawiałam z Zaynem i nie widziałam się z nim. Nie miałam czasu i trochę jakby go unikałam. Po rozmowie przez telefon kilka dni wcześniej gdy byłam jeszcze w domu. Dzisiaj wysłałam mu pierwszego sms'a, od tamtej pory. Powiedział mi wtedy że zobaczymy się dopiero za jakiś czas bo dostali kilka dni wolnego i chce pojechać do rodziny do Wielkiej Brytanii. Myślałam że od tamtej pory on sam zadzwoni albo napisze chociaż wiadomość, a ja sama nie chciałam mu się narzucać. Napisałam mu więc dzisiaj co u niego i w ogóle. Minęła godzina, a od niego nadal brak jakichkolwiek wieści. Siedziałam na swoim łóżku gdy nagle zadzwonił telefon, myśląc że to Zayn odbierając natychmiast:
- Hej, co tam?
- Cześć, w porządku ale dzwonię żeby ci powiedzieć że mamy chętnego do kupna twojego mieszkania. -To był James, nie Zayn. Ogarnęło mnie rozczarowanie.
- Aha, no tak - wydukałam tylko.
- Co nie cieszysz się? Nie brzmisz zbyt wesoło.
- Cieszę się, tylko myślałam że zadzwoni ktoś inny.
- Aha, no cóż, więc jutro o 15 w Rain Cafe przy piątej Alei? Musimy z nim omówić szczegóły, pokazałem mu wczoraj dom i jest bardziej niż zainteresowany.
- Okej, to pa. - powiedziałam na odchodnym i znów rzuciłam się na łóżko. Byłam wkurzona na samą siebie że myślałam o Zaynie jako o kimś ważniejszym niż przyjaciel, ale najwidoczniej się myliłam. Po kilku minutach do pokoju weszła Jassmine. Usiadła na brzegu łóżka i spojrzała na mnie swoimi wielkimi oczami:
- Dalej nic? - spytała, doskonale wiedziałam o czym mówi a raczej o kim. Skinęłam głową siadając na łóżku.
- Chodź, pójdziemy na zakupy i do kosmetyczki, poprawi ci to humor. - powiedziała, a ja wstałam z łóżka posłusznie.
- Ale w tym chyba nie pójdziesz? Co prawda mężczyźni nie mięli by nic przeciwko ale... - spojrzałam w dół na swoje ubranie. Od rana chodziłam w samych majtkach i podkoszulku.
- Faktycznie, masz rację zaraz coś na siebie włożę. - Podeszłam do szafy i po kilku minutach weszłam do salonu ubrana w to. Wyszłyśmy kierując się do jakiegoś dużego centrum handlowego. Obeszłyśmy parę sklepów kupując parę nowych rzeczy, po drodze zobaczyłam salon fryzjerski i stwierdziłam że powinnam zmienić fryzurę. Poszłam i obcięłam nieco włosy, kilka pasemek pomalowałam na czerwono a kilka na niebiesko. Czułam się o wiele lepiej po takim dniu dla siebie. Na koniec poszłyśmy jeszcze do supermarketu by zrobić małe zakupy żeby nam śmierć głodowa w oczy nie zajrzała. Oznajmiłam Jas że dzisiaj na kolacje zjemy Spaghetti. Patrzyłam na makaron zastanawiając się który byłby lepszy, gdy moje rozmyślania przerwała szturchająca mnie Jassmine.
- O co chodzi? - spytałam lekko poirytowana.
- Już wiem czemu Zayn nie odpisywał. Spójrz tam. - powiedziała wskazując na korytarz galerii za szybą supermarketu. Chłopak szedł trzymając za rękę nieco niższą od siebie blondynkę, z różowymi końcówkami i mocnym makijażem, Zayn niósł kubek z kawą ze Sturbuckas. Byłam pewna że w tym momencie moje ciśnienie wzrosło i to dużo. Powiedziałam Jas żeby zapłaciła za zakupy a ja wyszłam ze sklepu kierując się prosto na nich ze spuszczoną głową tak aby wyglądało to niezauważenie. W ręce trzymałam torby z zakupami i swoją torebkę. Zbliżyłam się do nich z naprzeciwka i "nie chcący" szturchnęłam go łokciem. W tym momencie jego kubek przechylił się i wylał na jego spodnie a Zayn spojrzał na nie rozpoznają moją zdenerwowaną minę, następnie spojrzał na dziewczynę którą przed chwilą trzymał za rękę a ona odsunęła się od niego oblanego gorącą kawą.
- Ja ci to wytłumaczę... - zaczął chaotycznie w moim kierunku.
- Tylko winny się tłumaczy, i nie musisz mi dziękować - spojrzałam na jego ochlapaną koszulkę - i tak była beznadziejna. -Powiedziawszy to odwróciłam się na pięcie i szybko wyszłam ze sklepu zanim ktokolwiek cokolwiek zauważył. Po moich oczach zaczęły powoli spływać łzy. Zawiodłam się na chłopaku kolejny raz.



poniedziałek, 24 czerwca 2013

Dodałam nowy rozdział i mam nadzieję że się podoba i znowu proszę o komentarze. Chciałabym żebybyło chociaż kilka.

Rozdział VIII : Zrozumienie

Wróciłam do domu w którym się wychowałam, do domu mojego taty, a teraz mojego zaraz po pogrzebie. Jechałam tam wraz z Jas, Tommym i Jay’em autem. Jechaliśmy w kompletnej ciszy, nawet radio było wyłączone. Dojechaliśmy szybko i zaczęliśmy przygotowywać dom na stypę. Po niecałej godzinie zaczęli przychodzić ludzie, nie byłam w stanie ich zliczyć. Ludzie przynosili mi różne potrawy, byli bardzo mili i wgl. Rozmawiałam z nimi i dziękowałam za obecność na pogrzebie. Wszyscy zaczęli się rozchodzić około 3 godziny później. Została tylko jedna osoba, była to starsza kobieta o indyjskiej urodzie, ubrana była w białe sari. Już wcześniej zwróciłam na nią uwagę, domyślałam się że jest to owa Chandni. Nie miałam zielonego pojęcia kim ona może być. W domu zostałam tylko ja z moimi przyjaciółmi i ta właśnie kobieta. Miała na sobie białe sari. Podeszła do mnie i spojrzała mi w oczy. Jej oczy miały dokładnie ten sam kolor co moje. Zdziwiło mnie to lecz nie dałam tego po sobie poznać.
- Witaj, ty zapewne jesteś India, twój ojciec mi dużo o tobie mówił, chodź tobie o mnie pewnie nie. Jestem Chandni Saraswati.
- Dzień dobry, ma pani rację nie znam pani w ogóle, ojciec nigdy nie wspominał… Powiedział tylko że w razie jego …
- Rozumiem. Chciałabym z tobą porozmawiać o tobie.
- O mnie? – zapytałam zdziwiona.
- Tak, o tobie. Nie wiem ile wiesz o twojej matce i twoim pochodzeniu, ale chciałabym ci wszystko opowiedzieć. Jeśli mi na to oczywiście pozwolisz.
- No jasne, to znaczy tak. Proszę bardzo niech pani usiądzie. – Wskazałam jej ręką kanapę. Kobieta usiadła i ja również na stojącym obok fotelu. Ciszę przerwała Jas.
- My pojedziemy do moich rodziców a potem zrobimy małe zakupy, także zastawimy was samych. Do zobaczenia, do widzenia pani Saraswati. – powiedziała otwierając frontowe drzwi i pozwalając wyjść najpierw chłopakom. Kobieta odpowiedziała jej uśmiechem a Jas wyszła, zamykając cicho drzwi.
- No więc, niech pani zacznie. – Powiedziałam pocierając nerwowo ręce o kolana.
- Wiesz że nie przypadkowo masz na imię India. Twoja mama pochodzi z Indii, a ja jestem jej matką. Poczekaj, chciałabym żebyś mi nie przerywała, usłyszysz to co chcę ci powiedzieć a potem będziesz mogłam mówić, dobrze? – I nie czekając na odpowiedź kontynuowała dalej. – To prawda że twoja matka nie żyje i to prawda że zmarła przy twoim porodzie. Kochała cię ponad swoje życie, twojego ojca również, chodź nie byli w związku małżeńskim. Twoja matka miała na imię Rishima co znaczy promień księżyca,  wyjechała do Ameryki wraz z starszą siostrą Sanchali, obiecały mi i ojcu że wrócą, Rishima pojechała na studia dostała stypendium z uniwersytetu, natomiast Sanchali kazał jechać ich ojciec a mój mąż, aby pilnowała młodszą siostrę i chroniła przed innymi głupstwami. Rishima była bardzo zdolna i miała bardzo dużo energii, uwielbiała tańczyć i śpiewać, miała do tego talent. Była tam rok, przyjechała na wakacje do domu, do Indii. Gdy zwykle była bardzo otwarta, wtedy prawie nic nie mówiła. W końcu Sanchali powiedziała że twoja matka jest w ciąży z amerykańskim chłopakiem. Nie było jej wtedy w domu, poszła wysłać ostatni list do twojego ojca. Kazała mu w nim przyjechać. Była w 7 miesiącu ciąży, choć nie było w ogóle prawie po niej tego widać. Twój ojciec zabronił wychodzić jej z domu, byłby to dla rodziny straszny wstyd, młoda dziewczyna bez męża w ciąży która w dodatku przyjechała po pierwszym roku studiów na wakacje. Przeciwstawiała się ojcu, lecz co ona sama mogła zrobić, nie chciała skrzywdzić nie narodzonego dziecka więc siedziała w domu. Miesiąc później przyjechał twój ojciec. Powiedział że on się nią zaopiekuje, a także dzieckiem. Pojawiły się jednak problemy, Rishima zachorowała ciężko. Została w domu, zadzwoniliśmy po lekarza, powiedział że jeśli chce uratować dziecko będzie musiała urodzić je już teraz, ale może umrzeć podczas porodu. Chyba wiesz jaką decyzję podjęła twoja matka. Nie mówiliśmy jej co ma robić. Kochało ją wiele osób i wiele osób cierpiało po jej śmierci. Twój ojciec dał ci na imię India bo tak chciała moja córka, ale masz też drugie imię które również jest zapisane w akcie urodzenia, brzmi ono Rhea. Twój ojciec postanowił wziąć cię do Ameryki, nie broniliśmy mu tego, lecz przyrzekł że będzie się z nami kontaktował i wysyłał listy, a w razie wypadku wezwie nas. Przez cały czas pisał do nas i wysyłał twoje zdjęcia. Jesteś bardzo podobna do matki, bardziej z charakteru niż z wyglądu ale masz jej oczy.
- Czyli jest pani moją… Moją babcią? – spytałam z wahaniem w głosie.
- Tak, tak można powiedzieć.
- Ja, ja muszę to wszystko przemyśleć dobrze? Jeśli by pai mogła  niech mi pani zostawi adres, a ja się skontaktuję.
- Oczywiście. – Podałam jej kartkę z szuflady i długopis. Napisała na nim adres i wręczyła mi kartkę do ręki, po czym wstała, złapałam ją za ramię, miałam do niej na obecną chwilę do niej jeszcze jedno pytanie.
 - Pani teraz mieszka tutaj, kiedy się pani tu przeprowadziła?
 -  Po śmierci męża, przyjechałam do córki, wydaliśmy ją za mąż w Indiach, ale jej mąż w sprawach biznesowych musiał tu przyjechać, przeprowadzili się oboje tutaj kilka lat temu do Nowego Yorku.
- Aha, dziękuję.
- Nie ma za co Rhea, drogie dziecko. Do widzenia.

- Do widzenia  pani. – Wyszła a ja zamknęłam za nią drzwi. W przedpokoju nad szafką na buty wisiało lustro, zdobione srebrną ramą. Spojrzałam w swoje odbicie, w swoje szaro-niebieskie oczy które, wcześniej zwróciły moją uwagę u kobiety która wyszła z mojego domu przed chwilą. Moja matka pochodziła z Indii. Moje włosy zawsze były ciemne, lecz w tej chwili ujrzałam w sobie coś innego, jakieś egzotyczne indyjskie cechy. Już wiem po kim umiem śpiewać i tańczyć, po mamie. Ojciec miał drewniane ucho i dwie lewe nogi. Moje myśli przerwał dzwonek telefonu komórkowego. To był Zayn.

niedziela, 23 czerwca 2013

Albo dzisiaj jednak nie będzie, myślałam że będzie ciepło i wgl, ale tak nie było i straciłam wenę, ale niebawem dokończę rozdział i go wstawię!

sobota, 22 czerwca 2013

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Rozdział VII: Poczekalnia

Po długiej podróży autem, w końcu dojechaliśmy do szpitala w którym leżał mój ojciec. W czasie jazdy skontaktowałam się z lekarzem ojca, i obiecał że w razie jakichś komplikacji będzie do mnie dzwonił, było to kilka godzin temu, i na razie jeszcze nie dzwonił, co znaczy że chyba z nim wszystko w porządku. Wysiadłam z samochodu i wraz z chłopakami poszłam do drzwi szpitala, otwierając je pomyślałam o Jas. Ona też się martwiła o mojego tatę, ale nie rozumiała mojego położenia, bo nigdy nie znajdowała się w takiej sytuacji. Ona miała oboje rodziców, a ja już straciłam matkę, której nawet nie pamiętam. Znam ją tylko ze zdjęć. A tata, zawsze był przy mnie, nieważne czy przewróciłam się na rowerze w wieku 4 lat i zdrapałam sobie kolano czy kiedy rzucił mnie pierwszy chłopak. On zastępował mi oboje rodziców, i choć nie umiał może pleść warkoczy, to dał mi bardzo wiele miłości i nauczył jak obdarzać nią innych, na których nam zależy. Wychował mnie trochę jak chłopca, ponieważ miał warsztat samochodowy, wiem jak naprawić samochód, i na pewno poradziłabym sobie z uszkodzonym zębnikiem ze sprzęgłem jednokierunkowym w rozruszniku czy z wewnętrznym zwarciu w akumulatorze. Tata pokazał mi jak poradzić sobie z różnymi sytuacjami w życiu, a teraz chcę mu pokazać że zawsze będę przy nim i nie dam mu odejść. Właśnie dojeżdżaliśmy na piętro OIOMU, gdzie leżał tata. Wyszliśmy z windy i ruszyłam biegiem do sali nr 116. Drzwi były zamknięte spojrzałam przez szybę, przez którą było widać wnętrze białego, czystego pokoju, z łóżkiem po środku, na którym leżał mężczyzna, był wszędzie obwiązany bandażami, nadgarstek i nogę miał w gipsie, a na szyi usztywnienie, podłączonych było do niego bardzo dużo rurek, a aparatura pikała wolno. Zatrzymałam się, i nie mogłam uwierzyć  własnym oczom. To był mój tata, który zawsze twardy, nie dawał się tak łatwo ani nie poddawał, leżał teraz na tym łóżku jak szmaciana lalka, porzucona gdzieś w kącie. Mimo woli zaczęły mi lecieć z oczu łzy, piekły mnie w policzki niczym rozżarzony węgiel w stopy, gdy kiedyś na ognisku próbowałam po nim chodzić. Płacz uwiązł mi w gardle, więc zaczęłam się krztusić. Poczułam jak obejmują mnie czyjeś ciepłe ręce. Podniosłam głowę i ujrzałam Zayna, miał zamknięte oczy i głaskał mnie po włosach. Jego oddech mnie uspokoił, zaczęłam powoli oddychać wytarłam łzy i poszłam do lekarza który właśnie rozmawiał z Tommym. Miał smutną, zmęczoną twarz. Spojrzał na mnie i powiedział z wahaniem:
- Pani jest córką pana Johnatana Coulahana?
- Tak, to ja. Co z nim? Co z moim tatą?
- Niestety nie najlepiej, wątpimy czy przeżyje najbliższe kilka godzin, więc chcielibyśmy zapytać o możliwość transplantacji, ponieważ jego organy nie zostały uszkodzony, a także ma uniwersalną grupę krwi, więc moglibyśmy pomóc innym ludziom w razie śmierci pani ojca.
- Ok, ale chcę z nim zostać tak długo jak to będzie możliwe.
- Oczywiście, czy mają państwo jakąś rodzinę? Żeby ich poinformować o stanie zdrowia?
- Tata mówil żeby kiedyś zadzwonić do jakiejś kobiety gdyby on... Miał jej numer telefonu w komórce, ma na imię Chandni.
- Dobrze, poinformujemy ją. Może pani pójść do taty, pielęgniarka przyniesie pani dokumenty do podpisania.
Odwróciłam się i spojrzałam, na chłopaków. 
Jak chcecie to możecie wracać, ja chcę z nim zostać, muszę.
- Nie ja zostaję, zapomniałaś jesteśmy przyjaciółmi, przyjaciele nigdy siebie nie zostawiają w takich sytuacjach. - powiedział Tommy, i podszedł aby mnie przytulić.
- Ja też zostanę. - Odparł Zayn, poczym wziął mnie za rękę.
- Dziękuję wam,- wyszłam z uścisku Tommy'ego - za to że mogę na was liczyć. 
To powiedziawszy poszłam na sale na której leżał mój tata. Mimo iż wiedziałam że prawdopodobnie mnie nie słyszy, chciałam mu to wszystko powiedzieć. Zaczęłam opowiadać mu o całym pobycie w Nowym Yorku. O koncercie, spacerze, O sprawie z Jas i Harry, o Tommym i Jay'u, o zakładzie i wreszcie o Zaynie. W ciągu mojego monologu przyszła pielęgniarka i przyniosła dokumenty do podpisania. Przeczytałam je pokrótce i podpisałam je, wiedząc że być może uratuje to więcej niż jedno życie.Trzymałam tatę za dłoń przez cały czas, do samego końca. Niemal widziałam jak ulatuje z niego życie. Kiedyś podpisał papiery że w razie takiej sytuacji ni chce żeby go ratowano, więc mogłam tylko patrzeć jak powoli odchodzi. Kończyłam swą konwersację bez odpowiedzi i zbliżał się świt. Przez okno przebiły się pierwsze promienie słońca gdy nagle, ciało taty pochłonęły drgawki a aparatura pikała coraz szybciej, zawołałam lekarzy i wszyscy patrzyliśmy jak powoli odchodzi. Było po wszystkim, teraz mogłam odejść, lekarze zaczęli przewozić tatę na blog operacyjny, aby uratować narządy i przygotować do transplantacji. Wyszłam z sali, i nie pamiętam co było dalej, aż do chwili pogrzebu. Wtedy już nie płakałam, wylałam wszystko z siebie wcześniej. Zobaczywszy tych wszystkich ludzi, dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego jak wszyscy lubili mojego tatę i jak wielu go znało. Wszystko działo się tak szybko że nie zauważyłam, nawet jak ludzie zaczęli odchodzić z cmentarza i w końcu przy grobie zostałam tylko ja i Jasmine. Machnęłam na nią ręką aby zaczekała w samochodzie. Chciałam jeszcze chwilę zostać sama.

czwartek, 23 maja 2013

Główni bohaterowie imagina, zdjęcia, niebawem może będzie więcej.

Rozdział VI: Złe przeczucie

Tego dnia, wstałam wcześnie, nie mogłam spać, poszłam zrobić sobie kawę. Przebrałam się w dresy i poszłam pobiegać, doszłam do ławki w parku i usiadłam na niej. Wstałam dzisiaj z dziwnym wrażeniem że stanie się coś niedobrego. Zaczęłam się zastanawiać co to mogło by być, na myśl same czarne rzeczy, więc odgoniłam od siebie te okropieństwa i spojrzałam w niebo. Było właśnie około 8, więc słońce powinno świecić ładnie, lecz zakryły je brzydko szare chmury, kolejny zły omen. Postanowiłam wrócić do domu i wrócić gorący prysznic, może wtedy mi przejdzie to złe nastawienie. Nie omyliłam się, choć przeczucie że stanie się coś niedobrego nadal chodziło mi pogłowie, nie powiedziałam o tym nikomu, nie chciałam ich martwić. Zaczęłam więc myśleć o dzisiejszym występie. Poszła do Tommy’ego żeby poćwiczyć, zajęło nam to do 6 gdy stwierdziliśmy że powinniśmy zacząć się zbierać i coś zjeść. Zrobiłam sobie omleta i kawę na pobudzenie. Bałam się, bo tym razem miałam zaśpiewać na trzeźwo, więc zastanawiałam się czy w ogóle dam radę bez takiego mocnego kopa jakim jest alkohol, który przeważnie dodaje mi odwagi. Zjadłam i poszłam do siebie do pokoju, aby się ogarnąć, wybrałam ten zestaw a włosy lekko podkręciłam lokówką i puściłam ich luźno. Usiadłam na łóżku gdy do pokoju weszła Jas. Spojrzała na mnie, była już ubrana w to, a jej proste włosy związane były w koński ogon.
- No dobra gadaj, jak się czujesz, chyba się nie denerwujesz, co?
- Tak trochę.
- Ty się denerwujesz? Przecież wiesz że ci świetnie pójdzie.
- No tak, ale jak człowiek nie jest najebany, to ma trochę mniej odwagi, co za tym idzie że ma stresa. Jestem właśnie w takiej sytuacji. Normalnie do dupy.
- To się napij jednego, w czym problem?
- A w tym że obiecywałam Tommy’emu że do końca występu nic nie wypije, potem będę mogła się schlać.
- No to rzeczywiście dupa. No dobra zbierajmy się i idziemy, i przestań się bać bo jeszcze pawia puścisz na scenie.
- No weź mnie nie strasz.
Wyszliśmy wszyscy kierując się do pubu gdzie mieliśmy wystąpić, na ten czas swój telefon dałam Jas żeby mi nie przeszkadzał a gdyby ktoś zadzwonił, to ona odbierze, w końcu jesteśmy przyjaciółkami. Ja i Tommy poszliśmy na zaplecze, przedzierając się przez tłum ludzi, którzy oblegali lokal, zaczynało się za pół godziny, Ja i Tommy występowaliśmy jako trzeci i musieliśmy zgłosić swe przybycie u kierownika baru. On skierował nas za kulisy sceny. Pierwszą osobą był młody chłopak, niewiele starszy ode mnie, zaśpiewał świetnie. Zszedł ze sceny a jego miejsce zajęły trzy dziewczyny, one świetnie tańczyły do piosenki, którą śpiewały choć samo jej wykonanie nie należało do najlepszych. Teraz była kolej na nas. Menadżer baru wyszedł na scenę i zapowiedział nas. Wkroczyliśmy na scenę, powitani oklaskami. Wtedy zauważyła że przybyło wielu ludzi którzy byli tego samego wieczoru co imprezowaliśmy. W sumie mnie to bardzo ucieszyło i dodało odwagi. Tommy zaczął śpiewać, a ja rozglądnęłam się po uśmiechając się, chciałam wypatrzeć osobę która obiecała że będzie na pewno. Jest! Stał z resztą chłopaków z 1D przy barze i uważnie się nam przyglądał, uśmiechnęłam się do niego jeszcze szerzej, a wtedy przyszła moja kolej śpiewania. Rozpoczęłam więc mocnym głosem wersje w oryginale śpiewaną przez Olivie Newton- John.
- You'd better shape up, cause I need a man, and my heart is set on you, You'd better shape up, you'd better understand, to my heart I must be true.
Śpiewaliśmy szeroko się uśmiechając i wiedzieliśmy oboje z Tommym, że ludziom się podoba, więc dawaliśmy z siebie wszystko żeby tylko wyszło jak najlepiej. Wszyscy dobrze się bawili, a my we dwoje chyba najlepiej ze wszystkich zebranych na Sali. Piosenka się skończyła a my zeszliśmy ze sceny, nagrodzeni wielkimi brawami. Cieszyłam się z tego powodu bardzo, bo wiedziałam że nikt z poprzednich uczestników nie spodobał się publiczności tak jak my. Przez myśl przeszła mi myśl że mogła bym śpiewać dla ludzi przez całe życie skoro im się podoba jak to robię a mnie sprawia to przyjemność. Od razu pobiegli do nas chłopaki z One Direction, aby pogratulować świetnego występu. Zastanawiał się tylko gdzie jest Jas i Jay bo nigdzie ich nie widziałam, lecz nie myślałam o tym dłużej bo właśnie staną przede mną Zayn. Popatrzyłam mu prosto w oczy, zobaczyłam że jest przepełniony szczęściem i jednocześnie zachwycony. Pochylił się nade mną i pocałował. Było to wspaniałe uczucie. Czas nagle dookoła nas się zatrzymał. Krzyki i oklaski ucichły. Zostaliśmy sami, tylko ja i on. Trwało to dość krótko, ze względu iż mnie i Tommy’ego wezwano z powrotem na scenę bo właśnie wygraliśmy konkurs. Szczęśliwa jak nigdy dotąd, bo właśnie przeżyłam dwie najwspanialsze uczucia weszłam na scenę wraz z Tommy’m. Odebraliśmy nagrodę w postaci 1000 dolarów i kuponów na darowe shoty w tym barze. Stojąc na scenie zobaczyłam pod samymi drzwiami Jasmine i Jay’a. Ona była smutna, spływały jej łzy po policzku a Jay obejmował ją ramieniem. Wtedy spojrzała na mnie i machnęła ręką abym podeszła. Zeszłam szybko ze sceny ze złym przeczuciem. Takim samym jakie ogarnęło mnie rano podczas biegu. Za mną pociągnęłam Tommy’ego, Zayna i resztę chłopaków. Zbliżając się do przyjaciółki zauważyłam że trzyma w ręce mój telefon, nie rozumiałam, powinna mieć go w torebce.
-Hej, Jasmine o co chodzi? – spytałam wystraszonym głosem, spodziewając się najgorszego.
- On… Właśnie dzwonili ze szpitala.
- Jakiego szpitala, przecież nic się nie stało. – wszyscy chłopcy teraz przysłuchiwali się naszej wymianie zdań z uwagą. Z mojej twarzy całkowicie zniknęło szczęście, które przed chwilą na nie gościło a na jej miejsce wstąpiło lekkie przerażenie przed tym co ma powiedzieć Jas.
- Właśnie na twój telefon dzwonili, jako do krewnej, twój tata miał wypadek samochodowy, żyje, jeszcze, lecz może nie przeżyć nocy, prosili o kontakt, żebyś potwierdziła swoje dane, i w razie czego mogła zezwolić na przeszczep jego narządów jeśli on…. – tu głos jej się załamał, nie mogła dokończyć zdania.
 W tym momencie, straciłam nad sobą kontrolę, wybiegłam na ulicę, właśnie zaczynał padać deszcz.
Nie mogąc złapać tchu upadłam, na chodnik zdzierając kolana do krwi. Poczułam lekki ból lecz był on niczym w porównani z tym co teraz czułam w środku. Spojrzałam w niebo, teraz już ciemne, krople deszczu mocno uderzały w jej twarz, tak jakby niebo również płakało tak jak Jas. Nie mogąc się dłużej powstrzymać z oczu poleciały słone łzy, które zlały się w jedność z deszczem. Oddychałam szybko, krztusząc się łzami. Nie mogłam stracić taty. Nie teraz. Nie miałam mamy, nauczyłam się żyć bez niej, lecz tata był jej jedyną podporą, jedyną rodziną jaką miała, bez niego będzie zwykłą sierotą.
 -  India, India, spójrz na mnie, musisz wstać, rozumiesz?
- Tak, wstanę, muszę jechać do Taty, muszę mu pomóc, on nie może umrzeć.
- Pojedziesz ale nie w takim stanie. Musimy na razie wrócić do mieszkania, przebrać się i zawiozę cię do niego dobrze? – spytał Tommy.
-Tak, masz rację, nie może mnie zobaczyć w taki stanie.
Wróciliśmy do mieszkania, wysuszyłam włosy przebrałam się w to zmyłam makijaż, wzięłam parasolkę i torebkę po czym wyszłam z pokoju, Tommy właśnie zakładał kurtkę.
- Wezmę kluczę i możemy jechać. – powiedział. Po chwili zeszliśmy na dół. Otworzył mi drzwi.
- Jadę z wami. – powiedział ciemnowłosy chłopak, miał szczery smutek na twarzy. To był Zayn.

Rozdział V: Szczęśliwa sukienka

Obudziłam się koło trzeciej, leżałam na swoim łóżku, poduszka obok mnie była obśliniona. Usiadłam na łóżku, i wtedy zauważyłam że nie mam spodni i spałam w staniku, na który miałam założoną czyjąś skórzana kurtkę, byłam w majtkach, a na nogach miałam kowbojki w których wczoraj poszłam imprezować. Wstałam i od razu poszłam do łazienki. Musiałam wziąć prysznic. Po drodze widziałam że Jas ogląda telewizję, ale na szczęście mnie nie zauważyła. Wychodząc z łazienki, zastanawiałam się czyja była kurtka, pomyślałam że pewnie Tommy’ego. Zgłodniałam więc poszłam do kuchni i zrobiłam sobie jajecznice na bekonie z cebulką, smażąc ją wszedł Tommy, ogarnięty, i nie widać było że miał kaca, tak jak po mnie.
- Przegrałeś zakład – powiedziałam, zwalając jajecznicę na talerz, a brudną patelnie wrzucając do zlewu. – Myjesz naczynia.
- Myślałem że mi darujesz, z ciebie to normalnie zła kobieta jest.
- Przyznaj że ty mi byś nie darował, więc ja nie zamierzam ci odpuścić. – powiedziałam i wyszłam z kuchni do salonu siadając obok mojej przyjaciółki. Zjadłam, i poszłam odnieść talerz. Wchodząc wyszczerzyłam się do Tommy’ego podłym uśmieszkiem i dołożyłam talerz do sterty brudnych naczyń, po czym poszłam do pokoju i spojrzałam na telefon. Dwadzieścia sześć wiadomości z wczoraj i 2 z dziś, wszystkie z jednego numeru, domyśliłam się że to Zayn. W tym momencie, telefon znowu zadzwonił, odebrałam więc go.
- Słucham?
- Hej tu Zayn, chyba się domyśliłaś, co?
- Tak, nie trudno było zgadnąć.
- Chciałem zapytać czy bardzo cię kac męczy – zapytał chichocząc cicho, ale usłyszałam przez telefon.
- Nie śmiej się, wcale nie mam kaca, a ty?
- Ja też nie. Spotkamy się dzisiaj morze?
- Ok, możemy iść na spacer do Central Parku, jak chcesz.
- Spoko, podejdę pod ciebie za jakąś godzinę. To Pa. – Rozłączyliśmy się, włożyłam telefon do kieszeni i poszłam do salonu z szerokim uśmiechem na twarzy.
- Wybierasz się gdzieś? – spytała Jas.
- Tak idę na spacer.
- I to wprawia cię w takie szczęście? Z kim idziesz?- zaczęła wypytywać , uśmiechając się podejrzliwie.
- A zgadnij!
- Niech pomyślę… - zrobiła myślącą minę, i zaczęła się pukać palcem po brodzie, Ha – ha bardzo śmieszne – pomyślałam sobie. – Już wiem to Zayn Malik, bożyszcze nastolatek z całego świata! No nieźle ci się udało.
- To nie tak, my po prostu idziemy na spacer, jak para kumpli.
- Jasne, ale jak przyjdziesz z tego spaceru to założę się że już będziecie razem.
- Tak, naśmiewaj się ze mnie, jak ja tu mam poważny problem!
- Nie masz się w co ubrać? Pożyczę ci coś.
- A pożyczysz konkretnie tę czerwoną sukienkę w kwiatki z kołnierzykiem?
- Ale to moja ulubiona! Nie dam ci jej, zapomnij!
- No weź pliska, o nic innego cię więcej nie poproszę. -  zrobiłam smutną minkę szczeniaka.
- Nie-e.
- No weź, a jeśli dzięki tej sukience będę z Zaynem.
- No dobra…
Przebrałam się w to, usta pomalowałam czerwoną szminką a rzęsy pociągnęłam tuszem. Tak wyszykowana wyszłam z domu gdyż otrzymałam sms’a od Zayna że czeka na mnie na dole. Wyszłam na zewnątrz i ujrzałam wspaniałego chłopaka, w którym nie ukrywam kochałam się na zabój. Uśmiechnął się zawadiacko gdy mnie zobaczył, czym sprawił, że lekko się zarumieniłam spuszczając głowę i spoglądając na niego uwodzicielsko.
- To co, idziemy? – spytał.
- Ależ oczywiście. – odpowiedziała. Szliśmy, całą drogę rozmawiając o wczorajszej imprezie, przy okazji okazało się że skórzana kurtka którą zobaczyłam rano była Justin Biebera. Zayn uświadomił mi kilka faktów z wczorajszej imprezy, powiedział że mocno zabawiliśmy i musimy to powtórzyć, on przy okazji rozwalił w którymś z lokali stół, za co zostaliśmy stamtąd wyrzuceni. Muszę przyznać, że pamiętał o wiele więcej niż ja, co sprawia że trochę mi głupio.
- Następnym razem muszę wypić trochę mniej. – powiedziałam, gdy właśnie wchodziliśmy na teren parku.
- Ja mówię to sobie przed każdą imprezą ale jakoś mi to nie wychodzi, tracę własną wolę i zbyt daję się ponieść melanżowi czym skutki są rozwalone stoły i inne rzeczy, którymi wolałbym się nie chwalić.
- Hahaha, rozumiem sama czasami mam tak samo. Kiedyś jak byłam na ognisku i poszłam na spacer z chłopakiem, którego teraz nienawidzę ale to mało ważne, byłam strasznie schlana już wtedy, i weszłam w jakieś jeżyny czy coś, sama nie wiem ale kłuło i krzyczę do niego „kurwa w jeżyny wlazłam” on odparł żebym stamtąd wyszła a ja tylko powiedziałam pierdole to i kopnęłam je z czego wyszła poobdzierana noga, bo byłam w balerinach, potem mi się urwał film i więcej nie pamiętam.
- To jeszcze nie tak najgorzej. Hm, muszę ci przyznać że nieźle się zgraliśmy oboje, niby tacy nie pozorni ale jak się schlejemy to wychodzą nam różne dziwne rzeczy.
- Nom. – spojrzałam na niego i zauważyłam że jego twarz jest bardzo blisko mojej, odwróciłam szybko głowę i spojrzałam na jeziorko po którym pływały łabędzie.
- Patrz, łabędzie, pokarmimy ich? Mam trochę chleba.
- Ok, chodźmy, - powiedział nieco urażonym tonem Zayn. Resztę spacer – randki spędziliśmy bardzo miło, choć starałam się aby nie doszło do pocałunku z całych sił, wiedziałam że tego chcę choć nie teraz, jest jeszcze za wcześnie, boję się kolejnego związku, pływaliśmy razem po jeziorze w łódce i rozmawialiśmy jak najlepsi przyjaciele, czułam że mogę mu zaufać.
Zayn odprowadził mnie do domu, po czym się pożegnaliśmy i on też wrócił do siebie. Weszłam na górę zamknęłam za sobą drzwi, oparłam się o nie i zagryzłam wargę, pogrążając się w myślach. Zastanawiałam się właśnie jak będzie następnym razem, gdy przerwał mi głos Tommy’ego.
- Jak, było na randce, chociaż właściwie nie wiem dlaczego pytam bo po twojej minie widzę że zajebiście.
- Noo, normalnie mam ochotę skakać ze szczęścia.
- Ty weź lepiej nie skakaj mi tu bo dziurę w suficie wyjebiesz, lepiej się przebierz i musimy zacząć ćwiczyć na piątkowy wieczór.
- Piątkowy wieczór? – spytałam wciąż zamyślona, gdy ściągałam buty.
- Tak. Konkurs. Pamiętasz?
- A no tak, sorki, idę się przebrać zjem coś, a ty w tym czasie wydrukuj sobie tekst piosenki Youre the one That I want, z musicalu Grease.
- Ok, właśnie się zastanawiałem co wymyśliłaś. – powiedział i poszedł do swojego pokoju aby wydrukować tekst. Ja w tym czasie poszłam do siebie, przebrałam się w to i poszłam sobie coś zjeść, zobaczyłam że jest lazania, więc włożyłam sobie kawałek, wlałam sobie soku i zjadłam. Przyszedł Tommy i zaczęliśmy ćwiczyć. Od tej pory przez cały tydzień przygotowywaliśmy się prawie w każdej wolnej chwili, rano chodziliśmy biegać gdzie podczas biegu też ćwiczyliśmy, w związku z tym nie miałam zbyt wiele czasu by widzieć się z Zaynem, pisaliśmy ze sobą może w ciągu tego tygodni może ze dwa razy, zaprosiłam go na piątkowy wieczór, żeby zobaczył mój i Tommy’ego występ.

wtorek, 14 maja 2013

Witam:p
przyszedł czas na notkę jakąś, więc piszę bo widziałam że jest ponad 20 wyświetleń, lecz zero komentarzy, więc jeśli ktoś czyta imagina, i mu się podoba albo ma jakieś pytania, albo chce zasugerować jak mogłyby się toczyć dalsze losy bohaterów, to proszę piszcie to w komentarzach, nibawem będzie kolejny rozdział, jest napisany w połowie, będzie raczej długi:p

niedziela, 12 maja 2013

Rozdział IV: Uniknięcia

Doszłyśmy do naszej ulubionej knajpki, zamówiłyśmy dwie kawy i zaczęłyśmy rozmowę, w sumie nie zdziwiło mnie to co mówiła, czyli że świetnie się bawiła i że Harry ją pocałował, czego mogłam się spodziewać ale jak doszła do końca swojego opowiadania, gdzie się schlała to wzięła głęboki oddech chcąc coś ukryć.
- No co zrobiłaś, znam tę minę mnie nie oszukasz.
- Ja byłam pijana i wgl, a potem po prostu sobie poszłam, ja… - zaczęła się plątać w zeznaniach.
- Gadaj konkretnie bo krokietem w łeb dostaniesz.
- Przespałam się z Harrym, a potem po prostu uciekłam.
- ŻE KURWA, GADAJĄCA OD RZECZY PRZYJACIÓŁKO CO? – szczęka mi opadła, a z niej wychlapała się herbata.
- Nie każ mi tego powtarzać. To cholernie dziwne, nawet numeru telefonu ani nic.
- Ja pierdole, kurwa mać, co teraz zrobisz?
- A jak myślisz po co z tobą gadam na ten temat, nie mam pojęcia co mam zrobić geniuszu.
- Ok, nie unoś się tak. Ale wiesz że ja nie mogę ci w żaden sposób pomóc.
- No tak, wiem, po prostu to zignoruję, jak się odezwie to dobrze a jak nie to nic na to nie poradzę, bo w sumie i tak wiem że między nami nic nie będzie a ja jestem zainteresowana kimś innym, bardziej realnym.
- Chyba nawet wiem kim. –Na tym zakończyłyśmy rozmowę o 1D,a przeszłyśmy do zakładu między mną a Tommy. Umówiliśmy się na dzisiaj, Jay i Jas mieli iść z nami jako żeby nam towarzyszyć, i żeby nie było żadnych przekrętów. Wróciłyśmy  około 18, zaczęłam się przygotowywać do wyjścia. Chłopaki poszli jeszcze tylko po jakieś zakupy bo lodówka zaczęła świecić pustkami. Wrócili po jakieś pół godziny i poszli się przebrać, ja ubrałam się w to a Jas w to. Ruszyliśmy wszyscy do drzwi a Tommy powiedział głośno:
- Ruszamy na balety! -  po czym wyszliśmy z domu, w którym zostawiłam telefon, dzisiaj nawet nie zwracając na niego uwagi przez cały dzień, był wyciszony i leżał pod poduszką więc nie wiedziałam nawet że ktoś dzwonił. Tej nocy wiele się działo. Jas i Jay, w sumie nie pili z nami tylko siedzieli, gadali, i śmiali się z wygłupów moich i Tommy’ego. A my w każdym pubie, piliśmy coraz to większe i większe ilości alkoholu.  Będąc w Gatsby, jednym z pubów, tańczyłam na stole razem z Tommy, nie byłam jeszcze bardzo nawalona, ale wystarczająco by mieć odwagę zatańczyć na stole. Wszyscy oczywiście zwrócili na nas uwagę Tommy zszedł ze stołu, a w tym momencie zaczęła lecieć piosenka ABBY lecz w wykonaniu Amandy Sayfried Gimme! Gimme! Gimme!. Zaczęłam śpiewać, więc barman zaproponował mi karaoke, zgodziłam się i poszłam na scenę, a wkoło zabrzmiały oklaski, które tylko dodały mi odwagi, po drodze zgarnęłam jeszcze dwa shoty, poprawiłam włosy, i zaczęłam śpiewać i tańczyć od początku piosenki. Słowa znałam na pamięć bo uwielbiałam stare piosenki, a zwłaszcza tę.  Zaczęłam też tańczyć według jakiegoś bliżej nie znanego mi układu tanecznego, ale ludziom się podobało, więc mogłam się tylko cieszyć. Po pierwszej zwrotce zobaczyłam że Tommy wychodzi z toalety więc postanowiłam ruszyć ku niemu z mikrofonem w ręce śpiewając refren:
- Gimme! Gimme! Gimme a man after midnight!  Won't somebody help me chase the shadows away? – zaśpiewałam mu prosto w twarz rzucając wyzwanie i podając mikrofon. Pobiegłam w tym czasie do Dj’a po drugi mikrofon jako że swój dałam Tommy’emu.
- Gimme! Gimme! Gimme a girl after midnight! Take me through the darkness to the break of the day! – skończył śmiało chłopak zmieniając trochę słowa, po chwili rozpoczynając drugą zwrotkę wskakując na scenę obok mnie i śpiewając równie dobrze co ja. Tańczyliśmy obeje, uzupełniając się krokami.  Piosenkę skończyliśmy uśmiechając się od ucha do ucha. Zeszliśmy ze sceny kierując ku Jay’owi i Jasmine, kiedy ktoś złapał mnie za rmię i obrócił tym samym obracając Tommy’ego. Okazało się że był to Zayn.
- Mogę pogadać z twoją dziewczyną przez chwilę? -  spytał mulat.
- India nie jest moją dziewczyną, ale pozwalam ci z nią pogadać jako z moją przyjaciółką. A tak wgl jestem Tommy, a ty? Bo skądś cię chyba znam.
- Osobiście to raczej nie, bo też bym wiedział, ale jestem Zayn Malik. – odpowiedział myśląc że jego imię i nazwisko podpowie coś Tommy’emu.
- Zaraz, zaraz – teraz spojrzał na mnie – czy to nie jest czasami członek zespołu który ty  jesteś fanką? Byłyście wczoraj z Jasmine na koncercie, czekaj jak on się nazywał… - jego mina wyrażała intensywne myślenie.
- One Direction, nie wysilaj się już bo zakładam że i tak byś nie zgadł.
- Hej, ja tu jestem! – zwrócił na siebie uwagę Zayn.
- Ok, to ja spadam,  zostawiam was samych, pogadajcie sobie.
- Dobra, idź już!
- Potem wracamy do zakładu. – powiedział i znikną w tłumie ludzi.
- No więc milo cię znów widzieć. – powiedziałam do Zayna.
- Mnie też. Wy na serio nie jesteście razem? – spytał chłopak ze szczerym zdziwieniem w oczach.
- Na serio, a czego pytasz?
- To wasze zachowanie na scenie i wgl, wyglądało jakby to była wasza piosenka, i macie jakiś specjalny układ czy coś, a wcześnie jeszcze na ty stole, nie powiem zwróciliście uwagę na siebie chba wszystkich w ty klubie, Niall nawet film nagrał na pamiątkę.
- Nie jesteśmy razem i nigdy nie byliśmy, jesteśmy po prostu dobrymi przyjaciółmi, a założyłam się z nim o to czy potrafię się ostro bawić i raczej nie chce go przegrać, więc daję z siebie wszystko.
- No chyba że tak, chciałem zapytać czemu nie odbierałaś telefonu ode mnie. Dzwoniłem przez cały dzień, mając nadzieję że odbierzesz i pogadamy.
- O kurwa, kompletnie o nim zapomniałam i nawet go teraz przy sobie nie mam. Przepraszam cię bardzo, nie wiedziałam. Z kim jesteś tutaj?
- Z Niallem, był Harry i Louis, ale wyszli jakieś 15 minut tem mówiąc że muszą się przewietrzyć, ale jeszcze nie wrócili.
- To może dołączycie do nas, teraz idziemy do 22’th?
- Ok , zadzwonię do Niall’a. – powiedział wyciągając telefon z kieszeni.
- Nie musisz dzwonić, tu jestem. – to był Niall, który właśnie wpychał sobie do buzi garść orzeszków w serze.
- O to dobrze, idziemy z nimi co ty na to?
- Nie ja mam dość, zresztą głodny jestem, zadzwoniłem sobie już po taksówkę, wrócę do hotelu, ale ty idź.
- Dobra, to my idziemy, uważaj na siebie żarłoku. – powiedział, i odeszliśmy do stolika przy którym siedzieli Jay, Tommy i Jas.
- Hej, India, powiem ci coś tylko się na mnie nie wściekaj, dobra? – spytał robiąc minę smutnego psiaka.
- Co zrobiłeś?
- Właściwie to niewiele, tylko przyszedł właściciel tego lokalu i powiedział że za tydzień jest noc piosenek musicalowych i spytał czy byśmy nie wzięli udziału, a ja się zgodziłam, i nas zapisał, i musimy wziąć udział, nie można się wycofać.
- No wreszcie zaproponowałeś kolejną imprezę, już myślałam że nudny jesteś. – powiedziałam, a on zrobił zdziwioną minę.
- Mówiłam ci że się zgodzi, znam ją lepiej od ciebie, więc przegrywasz zakład, dawaj dychę.
- Hahaha, już wiem co zaśpiewamy.
- Dobra idziemy dalej, bo coś tu za długo siedzimy. – Wyszliśmy z klubu, kierując się w stronę następnego. A potem było ich jeszcze kilka. Pamiętam że wróciliśmy około 5 rano, ja i Tommy, słaniając się na nogach, ledwo zmieściliśmy się w drzwi głośno się śmiejąc, Zayna, odprowadziliśmy do Hotelu, a Jay i Jasmine byli całkowicie trzeźwi ale zmęczeni. Nie pamiętam za wiele, ale śnił  mi się dziwny sen, że jakiś chłopak grzebie w wiaderku na szampana, po czym, wyciąga innego, i tak jeszcze trzech innych, widziałam go z daleka, wszystko działo się na jakiejś scenie w teatrze, myślałam że to magik, ale podchodząc bliżej, zauważyłam że był to Liam.

Rozdział III: Zakład

Wchodząc do mieszkania, nadal myślałam o dzisiejszym spotkani. Ale musiałam zejść na ziemię i uporać się z tym co dzieje się teraz, czyli co powiedzieć Tommy’emu i Jay’owi o Jasmine. Właściwie to o tym jeszcze nie pomyślałam bo byłam zajęta czymś innym. No cóż, coś trzeba wymyślić bo inaczej będzie cienko. Wzięłam głęboki oddech i weszłam do mieszkania, gdzie w salonie i kuchni było zapalone światło. Na przywitanie zobaczyłam Jay’a. Tommy siedział na krześle przy stole w kuchni popijając herbatę i patrząc dziwnie na brata. Odważyłam się w końcu spojrzeć na Jaya.
- Hej, Gdzie Jasmine? – spytał od razu.
- Hej, poszłyśmy na pizzę, a ona spotkała jakichś znajomych i zaprosili nas na imprezę ale ja stwierdziłam że jestem zmęczona i wróciłam do domu a ona poszła z nimi, właściwie to nie wiem kto to był, nie znam ich. – powiedziałam z miną niewyrażającą żadnych uczuć oprócz szczerego zmęczenia malującego się na mojej twarzy.
- A jak było na koncercie? – spytał Tommy, którego bardziej lubiłam niż Jaya, który wydawał mi się jakiś inny, w ogóle nie podobny do swojego brata bliźniaka.
- Super, stałyśmy w pierwszym rzędzie, dali świetny występ, będzie co opowiadać, ale to jutro bo dzisiaj już nie mam siły, darłyśmy się z całych sił. Pójdę już do siebie jeśli nie macie nic przeciwko.
- Ok, jasne możesz iść. – tym razem odpowiedział Jay z myślącym wyrazem twarzy, co mnie nieco zaskoczyło, ale zdjęłam buty i włożyłam je do szafki, po czym poszłam do pokoju który obecnie zajmowałam z nieobecną tej nocy Jasmine.
  Zamknęłam za sobą drzwi, opierając się o nie i odetchnęłam głęboko i uśmiechnęłam się do swoich myśli, który znowu rozpoczęły temat Zayna. Zastanawiałam się co teraz robi gdzie jest. Nurtowała mnie również nieco inna myśl gdzie polazła Jasmine, wiem tylko tyle że zmyła się gdzieś z Harrym. No cóż będę musiała jutro z nią poważnie porozmawiać. Tymczasem przebrałam się w piżamy, była to fioletowa bluzka na ramiączkach i szare szorty w fioletowe paski. Włosy związałam w luźny warkocz, który sięgał mi teraz  nieco poza łokcie. Wzięłam z szuflady słuchawki które podpięłam do telefonu, włączyłam pierwszą piosenkę którą była I Will Always Love You Whitney Houston i położyłam się do łóżka. Zasnęłam zanim piosenka się skończyła. Pochłonęły mnie sny.
 Śniło mi się że byłam ubrana w białą długą suknię która zakrywała mi nogi tak że niebyło ich widać, unosiłam się najwyraźniej bardzo wysoko nad ziemią bo wszędzie było biało szare chmury a daleko w oddali było widać prześwitujące pomiędzy nimi blade słońce, rękawy sukienki były równie bardzo długie, ponieważ nie widziałam swoich rąk, przez chwilę zastanawiałam się jakim cudem unoszę się, wtedy spojrzałam do tyłu i ujrzałam wielkie wręcz ogromne skrzydła, które lekko się poruszał na tyle mocno abym mogła się unosić w jednym miejscu nie spadając w dół, lecz też nie zbyt mocno abym z tego właśnie jedno miejsca się nie poruszała, miały one kolor bladego złota. Wiatr lekko poruszał piórami skrzydeł, a z oddali słyszałam przepiękną lecz niewiarygodnie smutną muzykę, przemawiała coś do mnie, lecz nie wiedziałam czy ona mnie woła czy też może przed czymś ostrzega. Po niezbyt długo trwającej chwili zobaczyłam lecącego ku mnie feniksa. Leciał on od strony słońca, i to on właśnie śpiewał tą smutną pieśń. Zauważyłam również że im był bliżej mnie tym bardziej miałam wrażenie że powinnam spadać w dół aby przed nim uciec. Czerwony ptak wydał z siebie ostatni dźwięk melodii którą nucił, zatrzymał się ok 1o metrów  ode mnie i zaczął płonąć. Był to straszliwy widok.
 W tym samym momencie obudziłam się gwałtownie siadając na łóżku a w uszach usłyszałam refren piosenki Listen To Your Heart zespołu Roxette. Popatrzyłam na zegarek była 11:30. Wyciągnęłam słuchawki z uszu i sprawdziłam czy Jasmine leży w swoim łóżku. Leżała. Dokładnie tak musiało wyglądać tak że albo była tak schlana albo tak zmęczona że od razu przyszła i nie rozbierając się rzuciła się na łóżko po czym zasnęła. Wyłączyłam muzykę w telefonie odłożyłam go na szafkę nocną, pościeliłam łóżko, ubrałam się w to i poszłam do kuchni aby coś zjeść.  W kuchni był tylko Tommy, który też był w piżamach a w jego przypadku były to tylko spodenki przed kolano w kratkę. Pił czarną kawę i  jadł tosty z dżemem truskawkowym.
- Dzień dobry – powiedział wesoło.
- Hej – odpowiedziałam. – wyspałeś się?
- No nie bardzo, właśnie, ale to nic.
- Czemu? Coś się stało? – spytałam zaskoczona.
- Taa, Jasmine wróciła koło 5 nad ranem zachlana w trupa i rozwaliła pół kuchni, ale udało się mi Jayowi położyć ją do łóżka, zdziwiłem się że ty się nie obudziłaś, ale przynajmniej jedno z nas się wyspało.
- Nie wiedziałam że będzie aż tak źle, choć znam ją bardzo dobrze od tej strony, ale przeważnie razem szłyśmy na chlanie i wracałyśmy w tym stanie.
- Widzę że mimo młodego wieku masz doświadczenie w imprezach.
- A ty co taki zdziwiony? – spytałam jednocześnie parząc sobie kawę.
- No wiesz nie wiedziałem że lubisz takiego typu party hard.  Do tej pory myślałem że wolisz chodzić na koncerty, a potem grzecznie wracać do domu, w czym zupełnie upewniłem się wczoraj.
- Wczoraj nie miałam ochoty na balowanie.
- Taaa? Ale ja nadal myślę że dalej tak wolisz imprezować.
- I mam ci niby udowodnić że potrafię wrócić nad ranem z imprezy najebana w cztery dupy, a koło południa obudzić się z kacem mordercą?
- Nom, tylko myślę że jak chcesz to pomiń tego kaca bo to nie jest przyjemne gdy rzygasz jak kot do kibla.
- Ok, stoi. Zakład?
- Zakład? Chyba nie postanowiliście mnie wysłać do psychiatryka?– w tym momencie wyszła zaspana Jas, pytając z jeszcze zamkniętymi włosami.
- Jeszcze  nie, ale jak będziesz dalej się tak zachowywała jak wczoraj to bardzo możliwe że cię tam zamkniemy bez pozwolenia na jakikolwiek sprzeciw. – odpowiedział jej Tommy z szyderczym uśmieszkiem na ustach.
- Właśnie zakładamy się z Tommym o to że pójdę na imprezę uchleję się jak świnia i wrócę do domu na czworakach zupełnie jak ty wczoraj.
- Hahahaha, chyba nie było aż tak źle, choć nie wiele pamiętam.
- To może i dobrze. – odpowiedzieliśmy jednocześnie z Tommym, po czym wybuchliśmy śmiechem. Śmialiśmy się przez najbliższe 15 minut, w tym czasie Jasmine stwierdziła że musi się ogarnąć i poszła do łazienki, z której po chwili usłyszeliśmy słowa Kiss You które zapewne wywodziły się z ust Jas, nie umiała śpiewać, zdecydowanie nie. Podniosłam się z krzesła z zamiarem posprzątania ze stołu, lecz wyręczył mnie Tommy.
- Mam pomysł o co się założymy. – powiedział chytrze się uśmiechając.
- Już się boję ale wal.
- Ok, jeśli przegrasz wycofując się lub podczas picia powiesz że masz dosyć, myjesz naczynia do końca wyjazdu za mnie, wszystkie moje kolejki, a jeśli wygrasz ja myję za ciebie. Co ty na to?
- Spoko mi pasuje, wołaj Jas, ktoś musi przeciąć zakład.
Po chwili zakład był przecięty a ja stwierdziłam że muszę wziąć prysznic i przebrać się w końcu z piżam, wybrałam ten zestaw. Zrobiwszy to, wysuszyłam włosy, które dzisiaj wyjątkowo ułożyły się w loki więc ich nie związywałam, tylko opuściłam na plecy. Poszłam do pokoju a Jas skinęła mi głową na znak że trzeba iść na zakupy. Poszłam więc po torebkę. Wyszłyśmy z domu, a ja spojrzałam na nią z pytającym spojrzeniem.  Odpowiedziała dopiero po chwili, jednym słowem.
- Harry.

Rozdział II: Miły spacer?

To byli chłopcy z One Direction.
Zaparło nam dech w piersiach na dobrą minutę dopóki Liam Payne się nie odezwał:
- Macie może ochotę z nami usiąść?
- Nie możemy się zdecydować jaką pizzę zjemy, może mogłybyście nam doradzić, hm? – zawtórował mu blondyn, Niall Horan.
-Niall, ty wciąż o jedzeniu, naprawdę jesteś aż tak głodny? Usiądźcie z nami, napijecie się czegoś? – spytał pełniący rolę najzabawniejszego z nich, Louis Tomlinson. W tym momencie w końcu mogła się odezwać, spojrzałam na moją przyjaciółkę która doszła do siebie w tym samym momencie co ja i odpowiedziałam:
- Jasne, oczywiście, z przyjemnością. -  Chłopcy przesunęli się i usiadłyśmy ja z jednej strony pomiędzy Liamem i Zaynem, a Jasmine z drugiej pomiędzy Niallem a Harrym. Nie mogłam w to uwierzyć siedziałyśmy pomiędzy chłopakami naszych marzeń i tak po prostu z nimi gadaliśmy, z twarzy nie było tego widać ale w myślach darłam się jak pomylona ze szczęścia, spojrzałam na Jasmine i stwierdziłam że też tak ma. Postanowiłam się wyluzować żeby nie wyjść na kompletną idiotkę, bo co oni sobie pomyślą pewnie by nas wyrzucili, zresztą nie chciałam wtedy o tym myśleć.
- Więc, widzieliśmy was na koncercie i potem zobaczyliśmy was tutaj i doszliśmy do wniosku czy by was nie zaprosić i poznać jakieś nowe osoby.- powiedziała Harry Styles zerkając na Jasmine i mnie.
- Dzięki za zaproszenie, jesteśmy mile zaskoczone.- odpowiedziała mu Jasmine słodko się uśmiechając do Hazzy, znałam ten uśmiech, coś się szykowało, lecz nie dałam tego po sobie poznać.
- Więc jak macie na imiona? Bo nasze chyba znacie, prawda? -  spytał Zayn swoim cudownym głose, gdybym stała pewnie bym upadła a on musiałby złapać mnie w ramiona i… Koniec z tym, muszę zachowywać się normalnie. Nie byłam jednak w stanie mu odpowiedzieć., zrobiła to za mnie Jasmine.
- To jest India, a ja jestem Jasmine.
- Ciekawe imię India, czemu takie?-  spytał zadziwiony Zayn.
-Urodziłam się w Indiach, moja mama zmarła zaraz po porodzie, a tata dał mi tak na imię żeby uczcić jej pamięć bo to był jej ulubiony kraj. – powiedziałam smutno, zszedł na zły temat. Czarnowłosy widząc moją minę dodał:
- Przepraszam, nie chciałem cię urazić – spojrzałam na niego, naprawdę było mu smutno z tego powodu – Spoko, nie wiedziałeś. – odpowiedziałam, a on się do mnie zwrócił swoim łobuzerskim uśmiechem, który na mnie zadziałał rozbrajająco. Naszą chwilę przerwał Niall.
- To jaką pizzę polecacie? Bo umieram z głodu. – Następnie doradziłyśmy im co mają wziąć wzięli 3 duże pizze, a raczej ogromne, a my że nie byłyśmy głodne, stwierdziłyśmy że możemy już wyjść, tak by wypadało w końcu aż tak dobrze ich  nie znałyśmy, więc wstałyśmy z zamiarem aby porzegnać się z chłopcami, lecz zdarzyło się coś, co obie nas zaskoczyło.
- A wy gdzie się wybieracie?- spytał Liam.
- No właśnie? – Przytaknął mu szybko Luis.
- Chyba nie zamierzałyście wyjść?- dodał Harry.
- No jasne że nie zamierzał, prawda India? –powiedział Zayn patrząc mi prosto w oczy łapiąc mnie delikatnie za nadgarstek i pociągając w dół, abym z powrotem usiadła obok niego. Nie potrafiłam mu odmówić, sami rozumiecie. Jasmine też usiadła.
- No to dobrze, już myślałem że chcecie nas opuścić. – powiedział loczuś.
- Naprawdę? – spytała figlarnie Jas. Zaczęli się przekomarzać i dołączył do nich Louis, Liam z Niallem poruszyli jakiś fascynujący oczywiście tylko według nich temat, więc Zayn na mnie spojrzał dziwnie a ja spytałam nie wiedząc o co może mu chodzić.
- No co?
- Nic, masz ładne oczy, takie dzikie, podobają mi się.
-  Dziękuję za komplement, więc odwdzięczę się tym samym, podoba mi się jak tańczysz.
- O nie, chyba się ze mnie nie naśmiewasz? Bo to może się dla ciebie źle skończyć.
- Naprawdę? Ciekawa jestem jak, skoro nawet mnie nie znasz.
- Znam cię. Masz na imię India i masz piękne oczy, a w tej chwili poproszę cię o numer i wiem że  mi go podasz bo chcę się z tobą umówić. – w tym momencie zrobiło mi się słabo z wrażenia.
-  Ach tak? A jeśli mam chłopaka? – spytałam, oczywiście to była nie prawda ale on o tym nie wiedział a ja lubię grać niedostępną.
- A masz? – spytał szczerze zasmucony?
- Niestety nie.
- Żartujesz? Taka świetna dziewczyna…
- No cóż chyba nie wszyscy myślą tak jak ty?
- To dasz mi swój numer?
- Ok. Ale zadzwoń dopiero po 12.
- Czemu tak?
 - Bo muszę się wyspać, hahahaha! – podałam mu swój numer na serwetce i  napisałam imię, raczej wątpiłam żeby je zapamiętał, w końcu był znaną gwiazdą i w ogóle miał  chyba dużo na głowie. Chłopaki zjedli pizzę i stwierdziliśmy że czas się zbierać, więc wstaliśmy, Louis poszedł zapłacić i powiedział że zamówi sobie osobną taksówkę bo jedzie Eleonor. Niall i Liam poszli jeszcze do Sturbacksa i powiedzieli reszcie że spotkają się w hotelu. A Harry z Jasmine zniknęli gdzieś nie wiadomo kiedy, więc zostaliśmy z Zaynem sami. Przyszedł mi sms  od Jasmine więc go przeczytałam głośno:
- ,,Wrócę późno albo jutr, kryj mnie jbc, papapa:P” kurwa nooo, jak ja teraz do domu wrócę?
- A daleko mieszkacie? – spytał Zayn.
- Nie, kilka przecznic, ale mimo wszystko raczej boje się chodzić w nocy sama po Nowym Yorku. Ale jestem na nią wkurzona, zabiję ją chyba jak wróci, no ładnie jeszcze mi telefon padł.
- Nie martw się, odprowadzę cię jeśli chcesz. – zaproponował.
- Serio? Ojej dzięki ci bardzo, chociaż wiesz że  nie musisz.
- Muszę, ale i tak spacer z tobą to przyjemność. – powiedział, otwierając przede mną drzwi pizzerii.
- Znowu to robisz! -  zaśmiałam się.
- Co takiego? – spytał niewinnie, jak gdyby nie wiedział o co mi chodzi.
- Prawisz mi nie prawdziwe komplementy.
- Nie prawdziwe? Sugerujesz że kłamię?
- Oczywiście że nie, ale jeszcze nie wiesz czy spacer ze mną to przyjemność, więc nie możesz tak powiedzieć.
- No dobrze, więc musimy to sprawdzić, a potem ci powiem jak mi było.
- Ok. -  chociaż jego ostatnie słowa dziwnie zabrzmiały. Idąc cały czas gadaliśmy o wszystkim i o niczym, pod domem Tommy’ego i Jay’a, Zayn zadzwonił po taksówkę, i przez te chwile czekając na nią miał nadzieję chyba że go pocałuję, niestety w tym momencie zauważyłam zapalające się światło i nadjeżdżającą taksówką, pożegnałam się z nim i poszłam do mieszkania, czułam że czekała mnie długa rozmowa i wyjaśnienia o to gdzie podziała się Jasmine, lecz miałam to gdzieś bo właśnie przeżyłam najcudowniejszy wieczór w moim życiu i miałam nadzieję że jeszcze spotkam się z Zaynem.

Rozdział I: Stolik 69

Nazywam się India i opowiem wam historię moją i mojej przyjaciółki Jasmine. Poznałyśmy się rozpoczynając szkołę średnią, ponieważ przydzielono nas do tej samej klasy. Następnie okazało się że mamy dużo wspólnych zajęć, siedziałyśmy więc w tej samej ławce na geografii, biologii, literaturze współczesnej i matmie a także miałyśmy razem w-f. Na pierwszej wspólnej lekcji postanowiłam z nią pogadać, w końcu nowa szkoła i w ogóle. Przegadałyśmy całą lekcje, zauważył to nauczycie i musiałyśmy zostać po lekcjach w kozie. Tam oczywiście też gadałyśmy. Od tej pory zrobiłyśmy się nie rozłączne, mówiłyśmy sobie o wszystkim nawet najskrytsze tajemnice, te o których wiedziałyśmy tylko my same. Robiłyśmy głupie rzeczy z których się śmiałyśmy, na wakacjach malowałyśmy włosy na różne kolory, wspólnie się uczyłyśmy, czytałyśmy książki o wampirach, wilkołakach i upadłych aniołach, a także wspólnie płakałyśmy i śmiałyśmy się zaraz potem. Jasmine była blondynką, włosy miała do łopatek były niezwykle proste,( ja żeby takie mieć musiałabym chyba z godzinę prostować)zawsze je nosiła rozpuszczone i była wysoka, nosiła też okulary z powodu nie małej wady wzroku podobnie jak ja. To właśnie oczy miałyśmy wspólne a raczej takie same, chociaż nie do końca, ona miała w nich taką nutę spokoju, a moje zadziorny błysk. Ale kolor miały ten sam – szaro niebieskie. Nie posiadały konkretnego koloru, były inne niż wszystkie, a czasami takie zwyczajne, w ogóle nie wyróżniające się. Ja natomiast miałam długie do pasa grubo kręcone brązowe włosy, które zawsze nosiłam związane wysoko w kitce, z pojedynczymi pasmami niesfornie wystającymi po bokach głowy, również byłam wysoka i szczupła, różniłyśmy się też nieco stylem ubierania. Jasmine wolała zwykłe rurki ładną dopasowaną do swojej figury bluzkę, zawsze nosiła buty na obcasie, zresztą dziwnie wyglądała na płaskim, i uwielbiała nosić dużo biżuterii zwłaszcza pierścionków. Ja natomiast też lubiłam rurki, ale wolałam chodzić w spodenkach aby pokazywać nogi które zawsze miałam opalone, do tego nosiłam koszulki z dużym dekoltem i czadowe kurtki, miałam ich bardzo dużo i wciąż było mi ich mało, z butów przeważnie nosiłam kowbojki za kostkę lub trampki converse , a z biżuterii miałam tylko parę rzeczy które były ściśle dopasowane do stroju. W szkole uważali nas za papużki nierozłączki, podobałyśmy się chłopakom, choć nie byłyśmy szkolnymi divami. Inni wiedzieli że z nami się nie zadziera, więc miałyśmy ogólnie luz. Obie uwielbiałyśmy zespół One Direction. Pięciu boskich chłopaków, lecz każda z nas miała swojego ulubieńca, ja Zayna, Jasmine Harry’ego. Byłyśmy ich fankami lecz stąpałyśmy twardo na  ziemi i miałyśmy też nadzieję że spotkamy tych normalnych chłopaków którymi nie są członkami sławnego boy bandu i będą to ci jedyni.  Gdy się poznałyśmy, obie miałyśmy za sobą po pierwszej miłości a także w przypadku Jasmine po drugiej. Po zakończeniu szkoły średniej i po niezłym napisaniu matur, postanowiłyśmy że zrobimy sobie rok przerwy przed rozpoczęciem studiów, ponieważ obie nie miałyśmy jeszcze planów co chcemy studiować. Postanowiłyśmy więc odwiedzić znajomych Jasmine, którzy zaprosili nas do Nowego Yorku. Mnie jeszcze nie znali i obawiałam się czy mnie polubią. Jasmine zapewniała mnie że na pewno i nie będą nas chcieli nas stamtąd wypuścić. No i tak było. Spędziliśmy z Tommy’m i Jay’em całe wakacje, i potem również dużo czasu bo stwierdziłyśmy że będzie świetnym pomysłem jak pójdziemy na studia w Nowym Yorku i tam zamieszkamy. Na wakacjach jednak wydarzyło się coś niezwykłego. Jasmine zakochała się w Jay’u, i zaczęli chodzić ze sobą.  Zanim jednak ich miłość się rozkręciła i w ogóle do czegokolwiek doszło, byłyśmy na koncercie 1D. Był wspaniały, chłopaki jak zawsze byli świetni i w ogóle, stałyśmy w pierwszym rzędzie. Po koncercie poszłyśmy na pizzę bo od popołudnia nic nie jadłyśmy i lekko przymierałyśmy głodem.  Zamówiłyśmy dużą z ananasem na jednej połowie a na drugiej z czarnymi oliwkami, które uwielbiała Jasmine. Siedząc tak jedząc i gadając z podekscytowaniem nie zauważyłyśmy nawet że podszedł do nas kelner, podał nam karteczkę z informacją, abyśmy podeszły do stolika nr 69. Po krótki namyśle stwierdziłyśmy że to pewnie Tommy i Jay również przyszli coś zjeść a my ich nie zauważyliśmy i postanowili nas zaprosić do siebie, więc wstałyśmy zapłaciłyśmy za pizzę i podeszłyśmy do stolika 69. Podchodząc do stolika, musiałyśmy się upewnić czy to na pewno ten i czy czasami nas nit w konia nie robi bo przy tym właśnie stoliku siedziało właśnie pięciu zabójczo przystojnych facetów, z którymi spędziłyśmy dzisiejszy wieczór.