piątek, 19 lipca 2013

Rozdział IX: Przechlapane

W domu mojego taty, a teraz już moim chodź nie długo bo postanowiłam go sprzedać i kupić mieszkanie w Nowym Jorku. Zadzwoniłam do gościa od nie ruchomości i miał nie długo przyjechać w związku z tym przez ostatnie kilka dni ogarniałam dom, sprzątając, pakując i wyrzucając najróżniejsze rzeczy, nie robiłam tego sama pomagali w tym Jas, Jay i Tommy. Muszę przyznać że są to najwspanialsi przyjaciele jakich można mieć, zostali ze mną i pomogli mi kiedy sama nie dałabym sobie rady. Czekałam sama w domu, ubrana w to. Radio cicho grało w kuchni "Who says?" Seleny Gomez. Zaczęłam krzątać się po domu zamiatając podłogę.
Zaczęłam podśpiewywać piosenkę z radia, doskonale pamiętając słowa. Miotła w moich rękach zamieniła się w mikrofon. Tańczyłam po całym salonie który teraz był pusty po wielkim sprzątaniu, głośno śpiewając i czując się świetnie z tym co robiłam. Kochałam śpiewać i tańczyć, nie mogłabym z tego zrezygnować choćby nie wiadomo co się stało. Tata zawsze mnie w tym wspierał i mówił że taki talent trzeba wykorzystać. Śpiewając nawet nie zauważyłam jak wszedł młody chłopak o jasnych włosach z okularami na nosie lekko obsuniętymi w dół. Ubrany był w jasny garnitur a w jednej ręce trzymał telefon komórkowy a w drugiej teczkę na dokumenty. Obróciłam się z miotłą śpiewając ostatnią powtórkę refrenu. Stanęłam jak w ryta patrząc na niego z otwartymi ze zmieszania ustami.
- Świetnie śpiewasz, powinna pani robić to zawodowo - powiedział, a ja lekko się zarumieniłam. - Przepraszam jeśli Cię przestraszyłem, jestem agentem od spraw nieruchomości.
- A tak, no jasne, jestem India Coulahan.
- Wiem, dzwoniła pani, chce pani sprzedać dom?
- Tak, to ten dom. I niech mi pan mówi India. Tak będzie lepiej.
- No tak, jestem James, James Knockville. Rozejrzałem się na zewnątrz, jest w dobrym stanie, co prawda trochę to wszystko potrwa, ale tak piękny dom na pewno szybko sprzedamy.
- Zaproponowałabym ci żebyś usiadł, ale nie ma gdzie już wszystko posprzątałam.
- Nie musiałaś się z tym spieszyć.
- Musiałam, wyjeżdżam do Nowego Yorku, dlatego sprzedaję ten dom, jest dla mnie samej za duży a tam są moi przyjaciele.
- Więc będziemy się jakoś komunikować, pokarz mi wnętrze a potem podpiszesz papiery jeśli jesteś zdecydowana, oczywiście - powiedział a ja oprowadziłam go po domu pokazując mu wszystkie pomieszczenia. Następnie zeszliśmy na dół do kuchni, gdzie nadal stały blaty na których Jem rozłożył papiery dotyczące sprzedaży domu, przejrzałam je wszystkie dokładnie i wzięłam długopis z torebki, po czym podpisałam potrzebne dokumenty.
- No to tyle na dzisiaj, oto moja wizytówka, będę dzwonił na ten numer który zostawiłaś wcześniej w razie jakichś informacji.
- Dziękuję za wszystko, będę w Nowym Yorku więc będę musiała tu przyjechać.
- A o to się nie martw, to ja przyjadę, w końcu klient nasz pan. Tak więc do widzenia i miłej podróży.
- No tak, i dziękuję, Do widzenia.- Powiedziałam i pożegnałam się z Jamesem, zamykając za nim drzwi. Moi znajomi pojechali odwiedzić rodziców Jes. Czekałam więc na nic na werandzie. Przyjechali i ruszyliśmy w drogę do Nowego Yorku. Do nowego domu.

Tydzień później:

Odkąd wróciłam do Nowego Yorku, nie rozmawiałam z Zaynem i nie widziałam się z nim. Nie miałam czasu i trochę jakby go unikałam. Po rozmowie przez telefon kilka dni wcześniej gdy byłam jeszcze w domu. Dzisiaj wysłałam mu pierwszego sms'a, od tamtej pory. Powiedział mi wtedy że zobaczymy się dopiero za jakiś czas bo dostali kilka dni wolnego i chce pojechać do rodziny do Wielkiej Brytanii. Myślałam że od tamtej pory on sam zadzwoni albo napisze chociaż wiadomość, a ja sama nie chciałam mu się narzucać. Napisałam mu więc dzisiaj co u niego i w ogóle. Minęła godzina, a od niego nadal brak jakichkolwiek wieści. Siedziałam na swoim łóżku gdy nagle zadzwonił telefon, myśląc że to Zayn odbierając natychmiast:
- Hej, co tam?
- Cześć, w porządku ale dzwonię żeby ci powiedzieć że mamy chętnego do kupna twojego mieszkania. -To był James, nie Zayn. Ogarnęło mnie rozczarowanie.
- Aha, no tak - wydukałam tylko.
- Co nie cieszysz się? Nie brzmisz zbyt wesoło.
- Cieszę się, tylko myślałam że zadzwoni ktoś inny.
- Aha, no cóż, więc jutro o 15 w Rain Cafe przy piątej Alei? Musimy z nim omówić szczegóły, pokazałem mu wczoraj dom i jest bardziej niż zainteresowany.
- Okej, to pa. - powiedziałam na odchodnym i znów rzuciłam się na łóżko. Byłam wkurzona na samą siebie że myślałam o Zaynie jako o kimś ważniejszym niż przyjaciel, ale najwidoczniej się myliłam. Po kilku minutach do pokoju weszła Jassmine. Usiadła na brzegu łóżka i spojrzała na mnie swoimi wielkimi oczami:
- Dalej nic? - spytała, doskonale wiedziałam o czym mówi a raczej o kim. Skinęłam głową siadając na łóżku.
- Chodź, pójdziemy na zakupy i do kosmetyczki, poprawi ci to humor. - powiedziała, a ja wstałam z łóżka posłusznie.
- Ale w tym chyba nie pójdziesz? Co prawda mężczyźni nie mięli by nic przeciwko ale... - spojrzałam w dół na swoje ubranie. Od rana chodziłam w samych majtkach i podkoszulku.
- Faktycznie, masz rację zaraz coś na siebie włożę. - Podeszłam do szafy i po kilku minutach weszłam do salonu ubrana w to. Wyszłyśmy kierując się do jakiegoś dużego centrum handlowego. Obeszłyśmy parę sklepów kupując parę nowych rzeczy, po drodze zobaczyłam salon fryzjerski i stwierdziłam że powinnam zmienić fryzurę. Poszłam i obcięłam nieco włosy, kilka pasemek pomalowałam na czerwono a kilka na niebiesko. Czułam się o wiele lepiej po takim dniu dla siebie. Na koniec poszłyśmy jeszcze do supermarketu by zrobić małe zakupy żeby nam śmierć głodowa w oczy nie zajrzała. Oznajmiłam Jas że dzisiaj na kolacje zjemy Spaghetti. Patrzyłam na makaron zastanawiając się który byłby lepszy, gdy moje rozmyślania przerwała szturchająca mnie Jassmine.
- O co chodzi? - spytałam lekko poirytowana.
- Już wiem czemu Zayn nie odpisywał. Spójrz tam. - powiedziała wskazując na korytarz galerii za szybą supermarketu. Chłopak szedł trzymając za rękę nieco niższą od siebie blondynkę, z różowymi końcówkami i mocnym makijażem, Zayn niósł kubek z kawą ze Sturbuckas. Byłam pewna że w tym momencie moje ciśnienie wzrosło i to dużo. Powiedziałam Jas żeby zapłaciła za zakupy a ja wyszłam ze sklepu kierując się prosto na nich ze spuszczoną głową tak aby wyglądało to niezauważenie. W ręce trzymałam torby z zakupami i swoją torebkę. Zbliżyłam się do nich z naprzeciwka i "nie chcący" szturchnęłam go łokciem. W tym momencie jego kubek przechylił się i wylał na jego spodnie a Zayn spojrzał na nie rozpoznają moją zdenerwowaną minę, następnie spojrzał na dziewczynę którą przed chwilą trzymał za rękę a ona odsunęła się od niego oblanego gorącą kawą.
- Ja ci to wytłumaczę... - zaczął chaotycznie w moim kierunku.
- Tylko winny się tłumaczy, i nie musisz mi dziękować - spojrzałam na jego ochlapaną koszulkę - i tak była beznadziejna. -Powiedziawszy to odwróciłam się na pięcie i szybko wyszłam ze sklepu zanim ktokolwiek cokolwiek zauważył. Po moich oczach zaczęły powoli spływać łzy. Zawiodłam się na chłopaku kolejny raz.



poniedziałek, 24 czerwca 2013

Dodałam nowy rozdział i mam nadzieję że się podoba i znowu proszę o komentarze. Chciałabym żebybyło chociaż kilka.

Rozdział VIII : Zrozumienie

Wróciłam do domu w którym się wychowałam, do domu mojego taty, a teraz mojego zaraz po pogrzebie. Jechałam tam wraz z Jas, Tommym i Jay’em autem. Jechaliśmy w kompletnej ciszy, nawet radio było wyłączone. Dojechaliśmy szybko i zaczęliśmy przygotowywać dom na stypę. Po niecałej godzinie zaczęli przychodzić ludzie, nie byłam w stanie ich zliczyć. Ludzie przynosili mi różne potrawy, byli bardzo mili i wgl. Rozmawiałam z nimi i dziękowałam za obecność na pogrzebie. Wszyscy zaczęli się rozchodzić około 3 godziny później. Została tylko jedna osoba, była to starsza kobieta o indyjskiej urodzie, ubrana była w białe sari. Już wcześniej zwróciłam na nią uwagę, domyślałam się że jest to owa Chandni. Nie miałam zielonego pojęcia kim ona może być. W domu zostałam tylko ja z moimi przyjaciółmi i ta właśnie kobieta. Miała na sobie białe sari. Podeszła do mnie i spojrzała mi w oczy. Jej oczy miały dokładnie ten sam kolor co moje. Zdziwiło mnie to lecz nie dałam tego po sobie poznać.
- Witaj, ty zapewne jesteś India, twój ojciec mi dużo o tobie mówił, chodź tobie o mnie pewnie nie. Jestem Chandni Saraswati.
- Dzień dobry, ma pani rację nie znam pani w ogóle, ojciec nigdy nie wspominał… Powiedział tylko że w razie jego …
- Rozumiem. Chciałabym z tobą porozmawiać o tobie.
- O mnie? – zapytałam zdziwiona.
- Tak, o tobie. Nie wiem ile wiesz o twojej matce i twoim pochodzeniu, ale chciałabym ci wszystko opowiedzieć. Jeśli mi na to oczywiście pozwolisz.
- No jasne, to znaczy tak. Proszę bardzo niech pani usiądzie. – Wskazałam jej ręką kanapę. Kobieta usiadła i ja również na stojącym obok fotelu. Ciszę przerwała Jas.
- My pojedziemy do moich rodziców a potem zrobimy małe zakupy, także zastawimy was samych. Do zobaczenia, do widzenia pani Saraswati. – powiedziała otwierając frontowe drzwi i pozwalając wyjść najpierw chłopakom. Kobieta odpowiedziała jej uśmiechem a Jas wyszła, zamykając cicho drzwi.
- No więc, niech pani zacznie. – Powiedziałam pocierając nerwowo ręce o kolana.
- Wiesz że nie przypadkowo masz na imię India. Twoja mama pochodzi z Indii, a ja jestem jej matką. Poczekaj, chciałabym żebyś mi nie przerywała, usłyszysz to co chcę ci powiedzieć a potem będziesz mogłam mówić, dobrze? – I nie czekając na odpowiedź kontynuowała dalej. – To prawda że twoja matka nie żyje i to prawda że zmarła przy twoim porodzie. Kochała cię ponad swoje życie, twojego ojca również, chodź nie byli w związku małżeńskim. Twoja matka miała na imię Rishima co znaczy promień księżyca,  wyjechała do Ameryki wraz z starszą siostrą Sanchali, obiecały mi i ojcu że wrócą, Rishima pojechała na studia dostała stypendium z uniwersytetu, natomiast Sanchali kazał jechać ich ojciec a mój mąż, aby pilnowała młodszą siostrę i chroniła przed innymi głupstwami. Rishima była bardzo zdolna i miała bardzo dużo energii, uwielbiała tańczyć i śpiewać, miała do tego talent. Była tam rok, przyjechała na wakacje do domu, do Indii. Gdy zwykle była bardzo otwarta, wtedy prawie nic nie mówiła. W końcu Sanchali powiedziała że twoja matka jest w ciąży z amerykańskim chłopakiem. Nie było jej wtedy w domu, poszła wysłać ostatni list do twojego ojca. Kazała mu w nim przyjechać. Była w 7 miesiącu ciąży, choć nie było w ogóle prawie po niej tego widać. Twój ojciec zabronił wychodzić jej z domu, byłby to dla rodziny straszny wstyd, młoda dziewczyna bez męża w ciąży która w dodatku przyjechała po pierwszym roku studiów na wakacje. Przeciwstawiała się ojcu, lecz co ona sama mogła zrobić, nie chciała skrzywdzić nie narodzonego dziecka więc siedziała w domu. Miesiąc później przyjechał twój ojciec. Powiedział że on się nią zaopiekuje, a także dzieckiem. Pojawiły się jednak problemy, Rishima zachorowała ciężko. Została w domu, zadzwoniliśmy po lekarza, powiedział że jeśli chce uratować dziecko będzie musiała urodzić je już teraz, ale może umrzeć podczas porodu. Chyba wiesz jaką decyzję podjęła twoja matka. Nie mówiliśmy jej co ma robić. Kochało ją wiele osób i wiele osób cierpiało po jej śmierci. Twój ojciec dał ci na imię India bo tak chciała moja córka, ale masz też drugie imię które również jest zapisane w akcie urodzenia, brzmi ono Rhea. Twój ojciec postanowił wziąć cię do Ameryki, nie broniliśmy mu tego, lecz przyrzekł że będzie się z nami kontaktował i wysyłał listy, a w razie wypadku wezwie nas. Przez cały czas pisał do nas i wysyłał twoje zdjęcia. Jesteś bardzo podobna do matki, bardziej z charakteru niż z wyglądu ale masz jej oczy.
- Czyli jest pani moją… Moją babcią? – spytałam z wahaniem w głosie.
- Tak, tak można powiedzieć.
- Ja, ja muszę to wszystko przemyśleć dobrze? Jeśli by pai mogła  niech mi pani zostawi adres, a ja się skontaktuję.
- Oczywiście. – Podałam jej kartkę z szuflady i długopis. Napisała na nim adres i wręczyła mi kartkę do ręki, po czym wstała, złapałam ją za ramię, miałam do niej na obecną chwilę do niej jeszcze jedno pytanie.
 - Pani teraz mieszka tutaj, kiedy się pani tu przeprowadziła?
 -  Po śmierci męża, przyjechałam do córki, wydaliśmy ją za mąż w Indiach, ale jej mąż w sprawach biznesowych musiał tu przyjechać, przeprowadzili się oboje tutaj kilka lat temu do Nowego Yorku.
- Aha, dziękuję.
- Nie ma za co Rhea, drogie dziecko. Do widzenia.

- Do widzenia  pani. – Wyszła a ja zamknęłam za nią drzwi. W przedpokoju nad szafką na buty wisiało lustro, zdobione srebrną ramą. Spojrzałam w swoje odbicie, w swoje szaro-niebieskie oczy które, wcześniej zwróciły moją uwagę u kobiety która wyszła z mojego domu przed chwilą. Moja matka pochodziła z Indii. Moje włosy zawsze były ciemne, lecz w tej chwili ujrzałam w sobie coś innego, jakieś egzotyczne indyjskie cechy. Już wiem po kim umiem śpiewać i tańczyć, po mamie. Ojciec miał drewniane ucho i dwie lewe nogi. Moje myśli przerwał dzwonek telefonu komórkowego. To był Zayn.

niedziela, 23 czerwca 2013

Albo dzisiaj jednak nie będzie, myślałam że będzie ciepło i wgl, ale tak nie było i straciłam wenę, ale niebawem dokończę rozdział i go wstawię!

sobota, 22 czerwca 2013

poniedziałek, 17 czerwca 2013

Rozdział VII: Poczekalnia

Po długiej podróży autem, w końcu dojechaliśmy do szpitala w którym leżał mój ojciec. W czasie jazdy skontaktowałam się z lekarzem ojca, i obiecał że w razie jakichś komplikacji będzie do mnie dzwonił, było to kilka godzin temu, i na razie jeszcze nie dzwonił, co znaczy że chyba z nim wszystko w porządku. Wysiadłam z samochodu i wraz z chłopakami poszłam do drzwi szpitala, otwierając je pomyślałam o Jas. Ona też się martwiła o mojego tatę, ale nie rozumiała mojego położenia, bo nigdy nie znajdowała się w takiej sytuacji. Ona miała oboje rodziców, a ja już straciłam matkę, której nawet nie pamiętam. Znam ją tylko ze zdjęć. A tata, zawsze był przy mnie, nieważne czy przewróciłam się na rowerze w wieku 4 lat i zdrapałam sobie kolano czy kiedy rzucił mnie pierwszy chłopak. On zastępował mi oboje rodziców, i choć nie umiał może pleść warkoczy, to dał mi bardzo wiele miłości i nauczył jak obdarzać nią innych, na których nam zależy. Wychował mnie trochę jak chłopca, ponieważ miał warsztat samochodowy, wiem jak naprawić samochód, i na pewno poradziłabym sobie z uszkodzonym zębnikiem ze sprzęgłem jednokierunkowym w rozruszniku czy z wewnętrznym zwarciu w akumulatorze. Tata pokazał mi jak poradzić sobie z różnymi sytuacjami w życiu, a teraz chcę mu pokazać że zawsze będę przy nim i nie dam mu odejść. Właśnie dojeżdżaliśmy na piętro OIOMU, gdzie leżał tata. Wyszliśmy z windy i ruszyłam biegiem do sali nr 116. Drzwi były zamknięte spojrzałam przez szybę, przez którą było widać wnętrze białego, czystego pokoju, z łóżkiem po środku, na którym leżał mężczyzna, był wszędzie obwiązany bandażami, nadgarstek i nogę miał w gipsie, a na szyi usztywnienie, podłączonych było do niego bardzo dużo rurek, a aparatura pikała wolno. Zatrzymałam się, i nie mogłam uwierzyć  własnym oczom. To był mój tata, który zawsze twardy, nie dawał się tak łatwo ani nie poddawał, leżał teraz na tym łóżku jak szmaciana lalka, porzucona gdzieś w kącie. Mimo woli zaczęły mi lecieć z oczu łzy, piekły mnie w policzki niczym rozżarzony węgiel w stopy, gdy kiedyś na ognisku próbowałam po nim chodzić. Płacz uwiązł mi w gardle, więc zaczęłam się krztusić. Poczułam jak obejmują mnie czyjeś ciepłe ręce. Podniosłam głowę i ujrzałam Zayna, miał zamknięte oczy i głaskał mnie po włosach. Jego oddech mnie uspokoił, zaczęłam powoli oddychać wytarłam łzy i poszłam do lekarza który właśnie rozmawiał z Tommym. Miał smutną, zmęczoną twarz. Spojrzał na mnie i powiedział z wahaniem:
- Pani jest córką pana Johnatana Coulahana?
- Tak, to ja. Co z nim? Co z moim tatą?
- Niestety nie najlepiej, wątpimy czy przeżyje najbliższe kilka godzin, więc chcielibyśmy zapytać o możliwość transplantacji, ponieważ jego organy nie zostały uszkodzony, a także ma uniwersalną grupę krwi, więc moglibyśmy pomóc innym ludziom w razie śmierci pani ojca.
- Ok, ale chcę z nim zostać tak długo jak to będzie możliwe.
- Oczywiście, czy mają państwo jakąś rodzinę? Żeby ich poinformować o stanie zdrowia?
- Tata mówil żeby kiedyś zadzwonić do jakiejś kobiety gdyby on... Miał jej numer telefonu w komórce, ma na imię Chandni.
- Dobrze, poinformujemy ją. Może pani pójść do taty, pielęgniarka przyniesie pani dokumenty do podpisania.
Odwróciłam się i spojrzałam, na chłopaków. 
Jak chcecie to możecie wracać, ja chcę z nim zostać, muszę.
- Nie ja zostaję, zapomniałaś jesteśmy przyjaciółmi, przyjaciele nigdy siebie nie zostawiają w takich sytuacjach. - powiedział Tommy, i podszedł aby mnie przytulić.
- Ja też zostanę. - Odparł Zayn, poczym wziął mnie za rękę.
- Dziękuję wam,- wyszłam z uścisku Tommy'ego - za to że mogę na was liczyć. 
To powiedziawszy poszłam na sale na której leżał mój tata. Mimo iż wiedziałam że prawdopodobnie mnie nie słyszy, chciałam mu to wszystko powiedzieć. Zaczęłam opowiadać mu o całym pobycie w Nowym Yorku. O koncercie, spacerze, O sprawie z Jas i Harry, o Tommym i Jay'u, o zakładzie i wreszcie o Zaynie. W ciągu mojego monologu przyszła pielęgniarka i przyniosła dokumenty do podpisania. Przeczytałam je pokrótce i podpisałam je, wiedząc że być może uratuje to więcej niż jedno życie.Trzymałam tatę za dłoń przez cały czas, do samego końca. Niemal widziałam jak ulatuje z niego życie. Kiedyś podpisał papiery że w razie takiej sytuacji ni chce żeby go ratowano, więc mogłam tylko patrzeć jak powoli odchodzi. Kończyłam swą konwersację bez odpowiedzi i zbliżał się świt. Przez okno przebiły się pierwsze promienie słońca gdy nagle, ciało taty pochłonęły drgawki a aparatura pikała coraz szybciej, zawołałam lekarzy i wszyscy patrzyliśmy jak powoli odchodzi. Było po wszystkim, teraz mogłam odejść, lekarze zaczęli przewozić tatę na blog operacyjny, aby uratować narządy i przygotować do transplantacji. Wyszłam z sali, i nie pamiętam co było dalej, aż do chwili pogrzebu. Wtedy już nie płakałam, wylałam wszystko z siebie wcześniej. Zobaczywszy tych wszystkich ludzi, dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego jak wszyscy lubili mojego tatę i jak wielu go znało. Wszystko działo się tak szybko że nie zauważyłam, nawet jak ludzie zaczęli odchodzić z cmentarza i w końcu przy grobie zostałam tylko ja i Jasmine. Machnęłam na nią ręką aby zaczekała w samochodzie. Chciałam jeszcze chwilę zostać sama.

czwartek, 23 maja 2013