niedziela, 12 maja 2013

Rozdział III: Zakład

Wchodząc do mieszkania, nadal myślałam o dzisiejszym spotkani. Ale musiałam zejść na ziemię i uporać się z tym co dzieje się teraz, czyli co powiedzieć Tommy’emu i Jay’owi o Jasmine. Właściwie to o tym jeszcze nie pomyślałam bo byłam zajęta czymś innym. No cóż, coś trzeba wymyślić bo inaczej będzie cienko. Wzięłam głęboki oddech i weszłam do mieszkania, gdzie w salonie i kuchni było zapalone światło. Na przywitanie zobaczyłam Jay’a. Tommy siedział na krześle przy stole w kuchni popijając herbatę i patrząc dziwnie na brata. Odważyłam się w końcu spojrzeć na Jaya.
- Hej, Gdzie Jasmine? – spytał od razu.
- Hej, poszłyśmy na pizzę, a ona spotkała jakichś znajomych i zaprosili nas na imprezę ale ja stwierdziłam że jestem zmęczona i wróciłam do domu a ona poszła z nimi, właściwie to nie wiem kto to był, nie znam ich. – powiedziałam z miną niewyrażającą żadnych uczuć oprócz szczerego zmęczenia malującego się na mojej twarzy.
- A jak było na koncercie? – spytał Tommy, którego bardziej lubiłam niż Jaya, który wydawał mi się jakiś inny, w ogóle nie podobny do swojego brata bliźniaka.
- Super, stałyśmy w pierwszym rzędzie, dali świetny występ, będzie co opowiadać, ale to jutro bo dzisiaj już nie mam siły, darłyśmy się z całych sił. Pójdę już do siebie jeśli nie macie nic przeciwko.
- Ok, jasne możesz iść. – tym razem odpowiedział Jay z myślącym wyrazem twarzy, co mnie nieco zaskoczyło, ale zdjęłam buty i włożyłam je do szafki, po czym poszłam do pokoju który obecnie zajmowałam z nieobecną tej nocy Jasmine.
  Zamknęłam za sobą drzwi, opierając się o nie i odetchnęłam głęboko i uśmiechnęłam się do swoich myśli, który znowu rozpoczęły temat Zayna. Zastanawiałam się co teraz robi gdzie jest. Nurtowała mnie również nieco inna myśl gdzie polazła Jasmine, wiem tylko tyle że zmyła się gdzieś z Harrym. No cóż będę musiała jutro z nią poważnie porozmawiać. Tymczasem przebrałam się w piżamy, była to fioletowa bluzka na ramiączkach i szare szorty w fioletowe paski. Włosy związałam w luźny warkocz, który sięgał mi teraz  nieco poza łokcie. Wzięłam z szuflady słuchawki które podpięłam do telefonu, włączyłam pierwszą piosenkę którą była I Will Always Love You Whitney Houston i położyłam się do łóżka. Zasnęłam zanim piosenka się skończyła. Pochłonęły mnie sny.
 Śniło mi się że byłam ubrana w białą długą suknię która zakrywała mi nogi tak że niebyło ich widać, unosiłam się najwyraźniej bardzo wysoko nad ziemią bo wszędzie było biało szare chmury a daleko w oddali było widać prześwitujące pomiędzy nimi blade słońce, rękawy sukienki były równie bardzo długie, ponieważ nie widziałam swoich rąk, przez chwilę zastanawiałam się jakim cudem unoszę się, wtedy spojrzałam do tyłu i ujrzałam wielkie wręcz ogromne skrzydła, które lekko się poruszał na tyle mocno abym mogła się unosić w jednym miejscu nie spadając w dół, lecz też nie zbyt mocno abym z tego właśnie jedno miejsca się nie poruszała, miały one kolor bladego złota. Wiatr lekko poruszał piórami skrzydeł, a z oddali słyszałam przepiękną lecz niewiarygodnie smutną muzykę, przemawiała coś do mnie, lecz nie wiedziałam czy ona mnie woła czy też może przed czymś ostrzega. Po niezbyt długo trwającej chwili zobaczyłam lecącego ku mnie feniksa. Leciał on od strony słońca, i to on właśnie śpiewał tą smutną pieśń. Zauważyłam również że im był bliżej mnie tym bardziej miałam wrażenie że powinnam spadać w dół aby przed nim uciec. Czerwony ptak wydał z siebie ostatni dźwięk melodii którą nucił, zatrzymał się ok 1o metrów  ode mnie i zaczął płonąć. Był to straszliwy widok.
 W tym samym momencie obudziłam się gwałtownie siadając na łóżku a w uszach usłyszałam refren piosenki Listen To Your Heart zespołu Roxette. Popatrzyłam na zegarek była 11:30. Wyciągnęłam słuchawki z uszu i sprawdziłam czy Jasmine leży w swoim łóżku. Leżała. Dokładnie tak musiało wyglądać tak że albo była tak schlana albo tak zmęczona że od razu przyszła i nie rozbierając się rzuciła się na łóżko po czym zasnęła. Wyłączyłam muzykę w telefonie odłożyłam go na szafkę nocną, pościeliłam łóżko, ubrałam się w to i poszłam do kuchni aby coś zjeść.  W kuchni był tylko Tommy, który też był w piżamach a w jego przypadku były to tylko spodenki przed kolano w kratkę. Pił czarną kawę i  jadł tosty z dżemem truskawkowym.
- Dzień dobry – powiedział wesoło.
- Hej – odpowiedziałam. – wyspałeś się?
- No nie bardzo, właśnie, ale to nic.
- Czemu? Coś się stało? – spytałam zaskoczona.
- Taa, Jasmine wróciła koło 5 nad ranem zachlana w trupa i rozwaliła pół kuchni, ale udało się mi Jayowi położyć ją do łóżka, zdziwiłem się że ty się nie obudziłaś, ale przynajmniej jedno z nas się wyspało.
- Nie wiedziałam że będzie aż tak źle, choć znam ją bardzo dobrze od tej strony, ale przeważnie razem szłyśmy na chlanie i wracałyśmy w tym stanie.
- Widzę że mimo młodego wieku masz doświadczenie w imprezach.
- A ty co taki zdziwiony? – spytałam jednocześnie parząc sobie kawę.
- No wiesz nie wiedziałem że lubisz takiego typu party hard.  Do tej pory myślałem że wolisz chodzić na koncerty, a potem grzecznie wracać do domu, w czym zupełnie upewniłem się wczoraj.
- Wczoraj nie miałam ochoty na balowanie.
- Taaa? Ale ja nadal myślę że dalej tak wolisz imprezować.
- I mam ci niby udowodnić że potrafię wrócić nad ranem z imprezy najebana w cztery dupy, a koło południa obudzić się z kacem mordercą?
- Nom, tylko myślę że jak chcesz to pomiń tego kaca bo to nie jest przyjemne gdy rzygasz jak kot do kibla.
- Ok, stoi. Zakład?
- Zakład? Chyba nie postanowiliście mnie wysłać do psychiatryka?– w tym momencie wyszła zaspana Jas, pytając z jeszcze zamkniętymi włosami.
- Jeszcze  nie, ale jak będziesz dalej się tak zachowywała jak wczoraj to bardzo możliwe że cię tam zamkniemy bez pozwolenia na jakikolwiek sprzeciw. – odpowiedział jej Tommy z szyderczym uśmieszkiem na ustach.
- Właśnie zakładamy się z Tommym o to że pójdę na imprezę uchleję się jak świnia i wrócę do domu na czworakach zupełnie jak ty wczoraj.
- Hahahaha, chyba nie było aż tak źle, choć nie wiele pamiętam.
- To może i dobrze. – odpowiedzieliśmy jednocześnie z Tommym, po czym wybuchliśmy śmiechem. Śmialiśmy się przez najbliższe 15 minut, w tym czasie Jasmine stwierdziła że musi się ogarnąć i poszła do łazienki, z której po chwili usłyszeliśmy słowa Kiss You które zapewne wywodziły się z ust Jas, nie umiała śpiewać, zdecydowanie nie. Podniosłam się z krzesła z zamiarem posprzątania ze stołu, lecz wyręczył mnie Tommy.
- Mam pomysł o co się założymy. – powiedział chytrze się uśmiechając.
- Już się boję ale wal.
- Ok, jeśli przegrasz wycofując się lub podczas picia powiesz że masz dosyć, myjesz naczynia do końca wyjazdu za mnie, wszystkie moje kolejki, a jeśli wygrasz ja myję za ciebie. Co ty na to?
- Spoko mi pasuje, wołaj Jas, ktoś musi przeciąć zakład.
Po chwili zakład był przecięty a ja stwierdziłam że muszę wziąć prysznic i przebrać się w końcu z piżam, wybrałam ten zestaw. Zrobiwszy to, wysuszyłam włosy, które dzisiaj wyjątkowo ułożyły się w loki więc ich nie związywałam, tylko opuściłam na plecy. Poszłam do pokoju a Jas skinęła mi głową na znak że trzeba iść na zakupy. Poszłam więc po torebkę. Wyszłyśmy z domu, a ja spojrzałam na nią z pytającym spojrzeniem.  Odpowiedziała dopiero po chwili, jednym słowem.
- Harry.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz