- Hej,
Gdzie Jasmine? – spytał od razu.
- Hej,
poszłyśmy na pizzę, a ona spotkała jakichś znajomych i zaprosili nas na imprezę
ale ja stwierdziłam że jestem zmęczona i wróciłam do domu a ona poszła z nimi,
właściwie to nie wiem kto to był, nie znam ich. – powiedziałam z miną
niewyrażającą żadnych uczuć oprócz szczerego zmęczenia malującego się na mojej
twarzy.
- A jak
było na koncercie? – spytał Tommy, którego bardziej lubiłam niż Jaya, który
wydawał mi się jakiś inny, w ogóle nie podobny do swojego brata bliźniaka.
- Super,
stałyśmy w pierwszym rzędzie, dali świetny występ, będzie co opowiadać, ale to
jutro bo dzisiaj już nie mam siły, darłyśmy się z całych sił. Pójdę już do
siebie jeśli nie macie nic przeciwko.
- Ok,
jasne możesz iść. – tym razem odpowiedział Jay z myślącym wyrazem twarzy, co
mnie nieco zaskoczyło, ale zdjęłam buty i włożyłam je do szafki, po czym
poszłam do pokoju który obecnie zajmowałam z nieobecną tej nocy Jasmine.
Zamknęłam za sobą drzwi, opierając się o nie
i odetchnęłam głęboko i uśmiechnęłam się do swoich myśli, który znowu rozpoczęły
temat Zayna. Zastanawiałam się co teraz robi gdzie jest. Nurtowała mnie również
nieco inna myśl gdzie polazła Jasmine, wiem tylko tyle że zmyła się gdzieś z
Harrym. No cóż będę musiała jutro z nią poważnie porozmawiać. Tymczasem przebrałam
się w piżamy, była to fioletowa bluzka na ramiączkach i szare szorty w
fioletowe paski. Włosy związałam w luźny warkocz, który sięgał mi teraz nieco poza łokcie. Wzięłam z szuflady
słuchawki które podpięłam do telefonu, włączyłam pierwszą piosenkę którą była I
Will Always Love You Whitney Houston i położyłam się do łóżka. Zasnęłam zanim
piosenka się skończyła. Pochłonęły mnie sny.
Śniło mi się że byłam ubrana w białą długą
suknię która zakrywała mi nogi tak że niebyło ich widać, unosiłam się najwyraźniej
bardzo wysoko nad ziemią bo wszędzie było biało szare chmury a daleko w oddali
było widać prześwitujące pomiędzy nimi blade słońce, rękawy sukienki były
równie bardzo długie, ponieważ nie widziałam swoich rąk, przez chwilę
zastanawiałam się jakim cudem unoszę się, wtedy spojrzałam do tyłu i ujrzałam
wielkie wręcz ogromne skrzydła, które lekko się poruszał na tyle mocno abym
mogła się unosić w jednym miejscu nie spadając w dół, lecz też nie zbyt mocno
abym z tego właśnie jedno miejsca się nie poruszała, miały one kolor bladego
złota. Wiatr lekko poruszał piórami skrzydeł, a z oddali słyszałam przepiękną
lecz niewiarygodnie smutną muzykę, przemawiała coś do mnie, lecz nie wiedziałam
czy ona mnie woła czy też może przed czymś ostrzega. Po niezbyt długo trwającej
chwili zobaczyłam lecącego ku mnie feniksa. Leciał on od strony słońca, i to on
właśnie śpiewał tą smutną pieśń. Zauważyłam również że im był bliżej mnie tym
bardziej miałam wrażenie że powinnam spadać w dół aby przed nim uciec. Czerwony
ptak wydał z siebie ostatni dźwięk melodii którą nucił, zatrzymał się ok 1o
metrów ode mnie i zaczął płonąć. Był to
straszliwy widok.
W tym samym momencie obudziłam się gwałtownie
siadając na łóżku a w uszach usłyszałam refren piosenki Listen To Your Heart
zespołu Roxette. Popatrzyłam na zegarek była 11:30. Wyciągnęłam słuchawki z
uszu i sprawdziłam czy Jasmine leży w swoim łóżku. Leżała. Dokładnie tak musiało
wyglądać tak że albo była tak schlana albo tak zmęczona że od razu przyszła i
nie rozbierając się rzuciła się na łóżko po czym zasnęła. Wyłączyłam muzykę w
telefonie odłożyłam go na szafkę nocną, pościeliłam łóżko, ubrałam się w to i poszłam do kuchni aby coś zjeść.
W kuchni był tylko Tommy, który też był w piżamach a w jego przypadku
były to tylko spodenki przed kolano w kratkę. Pił czarną kawę i jadł tosty z dżemem truskawkowym.
- Dzień
dobry – powiedział wesoło.
- Hej –
odpowiedziałam. – wyspałeś się?
- No nie
bardzo, właśnie, ale to nic.
- Czemu?
Coś się stało? – spytałam zaskoczona.
- Taa,
Jasmine wróciła koło 5 nad ranem zachlana w trupa i rozwaliła pół kuchni, ale
udało się mi Jayowi położyć ją do łóżka, zdziwiłem się że ty się nie obudziłaś,
ale przynajmniej jedno z nas się wyspało.
- Nie
wiedziałam że będzie aż tak źle, choć znam ją bardzo dobrze od tej strony, ale
przeważnie razem szłyśmy na chlanie i wracałyśmy w tym stanie.
- Widzę
że mimo młodego wieku masz doświadczenie w imprezach.
- A ty
co taki zdziwiony? – spytałam jednocześnie parząc sobie kawę.
- No
wiesz nie wiedziałem że lubisz takiego typu party hard. Do tej pory myślałem że wolisz chodzić na
koncerty, a potem grzecznie wracać do domu, w czym zupełnie upewniłem się
wczoraj.
-
Wczoraj nie miałam ochoty na balowanie.
- Taaa?
Ale ja nadal myślę że dalej tak wolisz imprezować.
- I mam
ci niby udowodnić że potrafię wrócić nad ranem z imprezy najebana w cztery
dupy, a koło południa obudzić się z kacem mordercą?
- Nom,
tylko myślę że jak chcesz to pomiń tego kaca bo to nie jest przyjemne gdy
rzygasz jak kot do kibla.
- Ok,
stoi. Zakład?
- Zakład?
Chyba nie postanowiliście mnie wysłać do psychiatryka?– w tym momencie wyszła
zaspana Jas, pytając z jeszcze zamkniętymi włosami.
-
Jeszcze nie, ale jak będziesz dalej się
tak zachowywała jak wczoraj to bardzo możliwe że cię tam zamkniemy bez pozwolenia
na jakikolwiek sprzeciw. – odpowiedział jej Tommy z szyderczym uśmieszkiem na
ustach.
-
Właśnie zakładamy się z Tommym o to że pójdę na imprezę uchleję się jak świnia
i wrócę do domu na czworakach zupełnie jak ty wczoraj.
-
Hahahaha, chyba nie było aż tak źle, choć nie wiele pamiętam.
- To
może i dobrze. – odpowiedzieliśmy jednocześnie z Tommym, po czym wybuchliśmy
śmiechem. Śmialiśmy się przez najbliższe 15 minut, w tym czasie Jasmine
stwierdziła że musi się ogarnąć i poszła do łazienki, z której po chwili
usłyszeliśmy słowa Kiss You które zapewne wywodziły się z ust Jas, nie umiała
śpiewać, zdecydowanie nie. Podniosłam się z krzesła z zamiarem posprzątania ze
stołu, lecz wyręczył mnie Tommy.
- Mam
pomysł o co się założymy. – powiedział chytrze się uśmiechając.
- Już
się boję ale wal.
- Ok,
jeśli przegrasz wycofując się lub podczas picia powiesz że masz dosyć, myjesz
naczynia do końca wyjazdu za mnie, wszystkie moje kolejki, a jeśli wygrasz ja
myję za ciebie. Co ty na to?
- Spoko
mi pasuje, wołaj Jas, ktoś musi przeciąć zakład.
Po
chwili zakład był przecięty a ja stwierdziłam że muszę wziąć prysznic i
przebrać się w końcu z piżam, wybrałam ten zestaw. Zrobiwszy to, wysuszyłam
włosy, które dzisiaj wyjątkowo ułożyły się w loki więc ich nie związywałam, tylko
opuściłam na plecy. Poszłam do pokoju a Jas skinęła mi głową na znak że trzeba
iść na zakupy. Poszłam więc po torebkę. Wyszłyśmy z domu, a ja spojrzałam na
nią z pytającym spojrzeniem.
Odpowiedziała dopiero po chwili, jednym słowem.
- Harry.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz