czwartek, 23 maja 2013

Rozdział VI: Złe przeczucie

Tego dnia, wstałam wcześnie, nie mogłam spać, poszłam zrobić sobie kawę. Przebrałam się w dresy i poszłam pobiegać, doszłam do ławki w parku i usiadłam na niej. Wstałam dzisiaj z dziwnym wrażeniem że stanie się coś niedobrego. Zaczęłam się zastanawiać co to mogło by być, na myśl same czarne rzeczy, więc odgoniłam od siebie te okropieństwa i spojrzałam w niebo. Było właśnie około 8, więc słońce powinno świecić ładnie, lecz zakryły je brzydko szare chmury, kolejny zły omen. Postanowiłam wrócić do domu i wrócić gorący prysznic, może wtedy mi przejdzie to złe nastawienie. Nie omyliłam się, choć przeczucie że stanie się coś niedobrego nadal chodziło mi pogłowie, nie powiedziałam o tym nikomu, nie chciałam ich martwić. Zaczęłam więc myśleć o dzisiejszym występie. Poszła do Tommy’ego żeby poćwiczyć, zajęło nam to do 6 gdy stwierdziliśmy że powinniśmy zacząć się zbierać i coś zjeść. Zrobiłam sobie omleta i kawę na pobudzenie. Bałam się, bo tym razem miałam zaśpiewać na trzeźwo, więc zastanawiałam się czy w ogóle dam radę bez takiego mocnego kopa jakim jest alkohol, który przeważnie dodaje mi odwagi. Zjadłam i poszłam do siebie do pokoju, aby się ogarnąć, wybrałam ten zestaw a włosy lekko podkręciłam lokówką i puściłam ich luźno. Usiadłam na łóżku gdy do pokoju weszła Jas. Spojrzała na mnie, była już ubrana w to, a jej proste włosy związane były w koński ogon.
- No dobra gadaj, jak się czujesz, chyba się nie denerwujesz, co?
- Tak trochę.
- Ty się denerwujesz? Przecież wiesz że ci świetnie pójdzie.
- No tak, ale jak człowiek nie jest najebany, to ma trochę mniej odwagi, co za tym idzie że ma stresa. Jestem właśnie w takiej sytuacji. Normalnie do dupy.
- To się napij jednego, w czym problem?
- A w tym że obiecywałam Tommy’emu że do końca występu nic nie wypije, potem będę mogła się schlać.
- No to rzeczywiście dupa. No dobra zbierajmy się i idziemy, i przestań się bać bo jeszcze pawia puścisz na scenie.
- No weź mnie nie strasz.
Wyszliśmy wszyscy kierując się do pubu gdzie mieliśmy wystąpić, na ten czas swój telefon dałam Jas żeby mi nie przeszkadzał a gdyby ktoś zadzwonił, to ona odbierze, w końcu jesteśmy przyjaciółkami. Ja i Tommy poszliśmy na zaplecze, przedzierając się przez tłum ludzi, którzy oblegali lokal, zaczynało się za pół godziny, Ja i Tommy występowaliśmy jako trzeci i musieliśmy zgłosić swe przybycie u kierownika baru. On skierował nas za kulisy sceny. Pierwszą osobą był młody chłopak, niewiele starszy ode mnie, zaśpiewał świetnie. Zszedł ze sceny a jego miejsce zajęły trzy dziewczyny, one świetnie tańczyły do piosenki, którą śpiewały choć samo jej wykonanie nie należało do najlepszych. Teraz była kolej na nas. Menadżer baru wyszedł na scenę i zapowiedział nas. Wkroczyliśmy na scenę, powitani oklaskami. Wtedy zauważyła że przybyło wielu ludzi którzy byli tego samego wieczoru co imprezowaliśmy. W sumie mnie to bardzo ucieszyło i dodało odwagi. Tommy zaczął śpiewać, a ja rozglądnęłam się po uśmiechając się, chciałam wypatrzeć osobę która obiecała że będzie na pewno. Jest! Stał z resztą chłopaków z 1D przy barze i uważnie się nam przyglądał, uśmiechnęłam się do niego jeszcze szerzej, a wtedy przyszła moja kolej śpiewania. Rozpoczęłam więc mocnym głosem wersje w oryginale śpiewaną przez Olivie Newton- John.
- You'd better shape up, cause I need a man, and my heart is set on you, You'd better shape up, you'd better understand, to my heart I must be true.
Śpiewaliśmy szeroko się uśmiechając i wiedzieliśmy oboje z Tommym, że ludziom się podoba, więc dawaliśmy z siebie wszystko żeby tylko wyszło jak najlepiej. Wszyscy dobrze się bawili, a my we dwoje chyba najlepiej ze wszystkich zebranych na Sali. Piosenka się skończyła a my zeszliśmy ze sceny, nagrodzeni wielkimi brawami. Cieszyłam się z tego powodu bardzo, bo wiedziałam że nikt z poprzednich uczestników nie spodobał się publiczności tak jak my. Przez myśl przeszła mi myśl że mogła bym śpiewać dla ludzi przez całe życie skoro im się podoba jak to robię a mnie sprawia to przyjemność. Od razu pobiegli do nas chłopaki z One Direction, aby pogratulować świetnego występu. Zastanawiał się tylko gdzie jest Jas i Jay bo nigdzie ich nie widziałam, lecz nie myślałam o tym dłużej bo właśnie staną przede mną Zayn. Popatrzyłam mu prosto w oczy, zobaczyłam że jest przepełniony szczęściem i jednocześnie zachwycony. Pochylił się nade mną i pocałował. Było to wspaniałe uczucie. Czas nagle dookoła nas się zatrzymał. Krzyki i oklaski ucichły. Zostaliśmy sami, tylko ja i on. Trwało to dość krótko, ze względu iż mnie i Tommy’ego wezwano z powrotem na scenę bo właśnie wygraliśmy konkurs. Szczęśliwa jak nigdy dotąd, bo właśnie przeżyłam dwie najwspanialsze uczucia weszłam na scenę wraz z Tommy’m. Odebraliśmy nagrodę w postaci 1000 dolarów i kuponów na darowe shoty w tym barze. Stojąc na scenie zobaczyłam pod samymi drzwiami Jasmine i Jay’a. Ona była smutna, spływały jej łzy po policzku a Jay obejmował ją ramieniem. Wtedy spojrzała na mnie i machnęła ręką abym podeszła. Zeszłam szybko ze sceny ze złym przeczuciem. Takim samym jakie ogarnęło mnie rano podczas biegu. Za mną pociągnęłam Tommy’ego, Zayna i resztę chłopaków. Zbliżając się do przyjaciółki zauważyłam że trzyma w ręce mój telefon, nie rozumiałam, powinna mieć go w torebce.
-Hej, Jasmine o co chodzi? – spytałam wystraszonym głosem, spodziewając się najgorszego.
- On… Właśnie dzwonili ze szpitala.
- Jakiego szpitala, przecież nic się nie stało. – wszyscy chłopcy teraz przysłuchiwali się naszej wymianie zdań z uwagą. Z mojej twarzy całkowicie zniknęło szczęście, które przed chwilą na nie gościło a na jej miejsce wstąpiło lekkie przerażenie przed tym co ma powiedzieć Jas.
- Właśnie na twój telefon dzwonili, jako do krewnej, twój tata miał wypadek samochodowy, żyje, jeszcze, lecz może nie przeżyć nocy, prosili o kontakt, żebyś potwierdziła swoje dane, i w razie czego mogła zezwolić na przeszczep jego narządów jeśli on…. – tu głos jej się załamał, nie mogła dokończyć zdania.
 W tym momencie, straciłam nad sobą kontrolę, wybiegłam na ulicę, właśnie zaczynał padać deszcz.
Nie mogąc złapać tchu upadłam, na chodnik zdzierając kolana do krwi. Poczułam lekki ból lecz był on niczym w porównani z tym co teraz czułam w środku. Spojrzałam w niebo, teraz już ciemne, krople deszczu mocno uderzały w jej twarz, tak jakby niebo również płakało tak jak Jas. Nie mogąc się dłużej powstrzymać z oczu poleciały słone łzy, które zlały się w jedność z deszczem. Oddychałam szybko, krztusząc się łzami. Nie mogłam stracić taty. Nie teraz. Nie miałam mamy, nauczyłam się żyć bez niej, lecz tata był jej jedyną podporą, jedyną rodziną jaką miała, bez niego będzie zwykłą sierotą.
 -  India, India, spójrz na mnie, musisz wstać, rozumiesz?
- Tak, wstanę, muszę jechać do Taty, muszę mu pomóc, on nie może umrzeć.
- Pojedziesz ale nie w takim stanie. Musimy na razie wrócić do mieszkania, przebrać się i zawiozę cię do niego dobrze? – spytał Tommy.
-Tak, masz rację, nie może mnie zobaczyć w taki stanie.
Wróciliśmy do mieszkania, wysuszyłam włosy przebrałam się w to zmyłam makijaż, wzięłam parasolkę i torebkę po czym wyszłam z pokoju, Tommy właśnie zakładał kurtkę.
- Wezmę kluczę i możemy jechać. – powiedział. Po chwili zeszliśmy na dół. Otworzył mi drzwi.
- Jadę z wami. – powiedział ciemnowłosy chłopak, miał szczery smutek na twarzy. To był Zayn.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz